Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Otwarte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Otwarte. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 sierpnia 2018

„I że cię nie opuszczę” Michelle Richmond


Fenomenalny thriller psychologiczny – to właśnie głosi napis w kółku na okładce, który przyciąga wzrok. Tak samo zresztą jak cała okładka, tytuł i opis książki, umiejętnie przywołujące na myśl coś niepokojącego, niebezpiecznego, powodującego dreszczyk. Fani tego gatunku mogliby już zacierać rączki na myśl o lekturze powieści Michelle Richmond, jednak dla mnie określanie jej mianem thrillera jest co najmniej mylące.

środa, 31 maja 2017

„Zimowy monarcha” Bernard Cornwell


Król Artur i rycerze okrągłego stołu — chyba nikomu nie trzeba przedstawiać tej legendy, a właściwie prawie mitu. Nie zostało bowiem jednoznacznie potwierdzone istnienie ani Artura, ani tym bardziej Merlina. A jednak celtycka legenda o dzielnym królu Brytów stała się popularna i wielokrotnie używano jej w popkulturze. W większości przypadków tak samo, czyli przedstawiano historię dzielnego nieustraszonego Artura i mądrego Merlina. Bernard Cornwell postawił na trochę inną wizję całej historii, i mnie ta wizja zachwyciła.

niedziela, 8 marca 2015

Powstaniemy. Czerwoni niczym świt! (Czerwona królowa, Victoria Aveyard)


Sporo czasu minęło odkąd książka tak bardzo zawojowała Internet, że jej reklama była dosłownie wszędzie, a niesiedzący w rynku książkowym znajomi mówili o niej z ciekawością. Od takich książek wiele się wymaga, bo skoro tyle trudu zadaje się, by ją wypromować, musi być czymś... niesamowitym! niepowtarzalnym! oryginalnym! wciągającym! cudownym! podbijającym serca! Co tu dużo mówić: Czerwona królowa Victorii Aveyard z pewnością jest taką powieścią, zasłużenie promowaną gdzie tylko się da. I ja będę wciskała ją komu się, bo, kurczę, jest świetna! Ale wykreśliłabym niepowtarzalna i oryginalna z powyższej wyliczanki.

piątek, 22 sierpnia 2014

Sekret Julii | Tahereh Mafi


Najlepiej smakuje nam to, co już znamy. Jeśliby do garnka wrzucić ustrój i dystrykt 13 z Igrzysk śmierci, szarą myszkę niczym z tych wszystkich romansów dla młodzieży, moce X-Menów i trójkąt miłosny tak dobrze znany w literaturze, tak bardzo powielany, że nie sposób wymienić wszystkich tytułów, w których występuje... Jeśliby potem dodać małą szczyptę oryginalności i ogromną dawkę kwiecistego języka, pełnego poetyckich metafor i innych ozdobników... Dostaniemy gotowe, smakowicie pachnące danie zatytułowane Sekret Julii. 

niedziela, 3 sierpnia 2014

Dotyk Julii | Tahereh Mafi


To książka o dziewczynie, której dotyk zabija która ma niezwykłą moc - tyle wiedziałam, otwierając stronę tytułową Dotyku Julii autorstwa Tahereh Mafi. Nie obyło się bez zachwytów nad naprawdę przyciągającą wzrok okładką. Mam słabość do ładnych, precyzyjnie wykonanych grafik, a ta zdecydowanie zajmuje moje wyimaginowane podium. Zewsząd słyszałam Przeczytaj to! Koniecznie najpierw Dotyk JuliiI teraz już chyba wiem, dlaczego.

czwartek, 25 lipca 2013

„Wyzwanie”; Colleen Houck


Serce Kelsey zostało złamane, pradawne zaklęcie – nie.Po powrocie do domu dziewczyna próbuje zapomnieć o indyjskim księciu Renie i poukładać sobie życie na nowo. Jednak mroczne siły nie zostały pokonane, a niebezpieczeństwo czai się na każdym kroku. Kelsey musi wrócić do Indii - tym razem z niepokornym bratem Rena, Kishanem, nad którym również ciąży klątwa. Czy Kelsey znajdzie odwagę, by uwierzyć w miłość i stanąć do walki ze złem? Czy to wyzwanie przybliży całą trójkę do złamania zaklęcia, czy przeciwnie - pozbawi ich złudzeń?

Czarny tygrys”
Indie są pięknym krajem. Zawsze zachwycałam się pięknymi sari, które noszą tamtejsze kobiety, ale nigdy nie zainteresowałam się tamtejszą mitologią. Nie miałam pojęcia, że takowa w ogóle istnieje. Dlatego książki takie jak „Klątwa tygrysa” czy drugi tom tego cyklu, „Wyzwanie”, poruszają naprawdę ciekawe tematy. Wydawałoby się, że to płytki romans, że fabuła pędzi od pocałunku do pocałunku, ale na szczęście aż tak źle nie jest, co wcale nie oznacza, że jest dobrze. Colleen Houck co prawda postawiła na romans, ale nie zabrakło przygody i hinduskiej mitologii, za którą tak pokochałam tę książkę. Mimo to... nie zawsze podczas czytania było kolorowo...
Kelsey jak zwykła nastolatka przeżywa fakt, iż pierwszy raz ktoś złamał jej serce. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie mężczyzna, który to zrobił, nie był indyjskim księciem obciążonym pradawną klątwą, która zamienia go w tygrysa na prawie całą dobę. Kelsey przełamała część klątwy, przez co jego czas bycia człowiekiem wydłużył się, ale do zdjęcia zaklęcia jeszcze długa droga. Jednak dziewczyna nie ma szansy pomóc braciom, gdyż Ren złamał jej małe, nastoletnie serce i wyjechał, pozostawiając ją samej sobie. Próbując ułożyć swoje życie na nowo, Kelsey stara się zapomnieć o ukochanym... Lecz nie dany jest jej spokój – mroczne siły nie zostały pokonane ostatnim razem. Wraz z Kishanem, niepokornym bratem Rena, powraca do Indii, by znów stanąć w walce z klątwą... Czy uda jej się pomóc tygrysom?
Oj, nie jestem dobrym tygrysem. Pisząc recenzję poprzedniego tomu niczym tygrys rozpoczęłam polowanie na drugi tom, jednak dopiero prawie po roku zabrałam się za recenzję. Nadawałabym się do cyrku, a nie do dżungli, jak wskazują moje umiejętności. Na szczęście Ren i Kishan są lepszymi w byciu wielkimi kotami. Co prawda Ren w tej części jest trochę „rozmemłany”, a Kishan robi za Tego Złego Brata (niczym Damon Salvatore), ale mimo wszystko są ciekawymi postaciami i nadają książce klimat. O samej Kelsey wypowiadałam się już w recenzji pierwszego tomu i moje zdanie nie zmieniło się od tamtego czasu. Wciąż mam resztki nadziei, że dorośnie przez te następne trzy tomy.
Siedzę sobie na fotelu i płaczę. Bynajmniej nie chodzi mi o zakończenie „Wyzwania”, to nie ono wywołało u mnie łzy, lecz autorka. Gdyby nie fakt, że moje biurko jest już dość poobijane, waliłabym głową w blat. Jakim cudem książkę zawierającą interesującą i niebezpieczną przygodę, której nie powstydziłyby się hollywoodzkie produkcje, można zamienić na durny romans?! Jestem w stanie zrozumieć, że od początku zamierzeniem Colleen Houck było zeswatanie ze sobą Kelsey i Rena, wiem, iż autorka inspirowała się „Zmierzchem”, bowiem Kishan odgrywa rolę Jacoba Blacka (nawet zmienia się w wielkiego kota, haha!), jednak chyba zbyt mocno czerpała z sagi, bo zapomniała o innych wątkach na rzecz... (oj, zaraz będę gryźć!) trójkącika. Powtarzałam to już często i powtarzać będę – ile można pisać o dwójce chłopaków, którzy zakochali się w głównej bohaterce?! Nie spotkałam się jeszcze podobnym przypadkiem w swoim otoczeniu i jest to chyba dość rzadkie zjawisko. „Wyzwanie”, podobnie jak „Klątwa tygrysa”, jest w pewnym sensie fantastyczną książką – mamy pradawne klątwy, ludzi zamieniających się w wielkie koty i magiczne przedmioty – ale bądź co bądź, jakaś część powieści opowiada o zwykłej, aż zbyt zwykłej można by rzec, nastolatce i jej życiu; już samo to, że taka szara Kelsey dostaje wspaniałą okazję na zwiedzenie tak pięknego kraju, jakim są Indie, jest trochę nierealne, aczkolwiek to tylko romans paranormalny, takie rzeczy są tam na porządku dziennym. Dlatego tak bardzo denerwują mnie te trójkąciki – nie dość, że aby napędzić fabułę, autorka wymyśla dziwne i nieco nierealne w dzisiejszym świecie wydarzenia (naprawdę rodzice puszczą córkę z obcym facetem i wielkim tygrysem do Indii?), to jeszcze pogarsza sprawę romansem niczym z... nie, właściwie nie ze „Zmierzchu. Z „Pamiętników wampirów”, rzekłabym raczej.
Nie pokusiłabym się o stwierdzenie, że całą przygodę szlag jasny trafił, bo tak nie jest – Kelsey wyrusza z Renem na poszukiwanie kolejnego mitycznego przedmiotu, dzięki któremu Ren mógłby jeszcze dłużej być człowiekiem w ciągu doby i dzięki któremu byliby o krok bliżej zdjęcia klątwy ciążącej na książęcych braciach, i to jest naprawdę ciekawe. Dla mnie jednak głównym atutem są Indie i hinduska mitologia, które autorka przedstawiła bardzo dokładnie i idealnie wplotła to w fabułę. Sięgnęłam po tę książkę właśnie z tego powodu i po części dlatego, że zauroczył mnie piękny biały tygrys na okładce pierwszego tomu. A skoro mi się spodobał, nie było innego wyjścia niż dokończenie serii. Co prawda jeszcze dwa tomy przede mną (a kiedy wydany zostanie ostatni, trzy), ale nie będę żałowała pieniędzy wydanych na książki, bo Colleen Houck popełniła kawał dobrego czytadła.
Ponarzekałam sobie porządnie, ale mimo wszystko cieszę się, że Colleen Houck jest upartą pisarką i kiedy wydawcy odrzucili jej powieść, wydała ją na własną rękę. Nie żałuję poświęcenia całego dnia na zapoznanie się z dalszymi losami naszych tygrysów i z pewnością sięgnę po kolejne tomy, jednak powodem do tego nie będzie to, że zakochałam się w tym cyklu, tylko zwykła, książkowa ciekawość. Zwłaszcza po zakończeniu takim, jakie sprezentowała pisarka, jestem bardzo zainteresowana dalszą fabułą i chciałabym się dowiedzieć, jak pani Houck poprowadzi ten wątek. „Wyzwanie” wciągało, choć nie było świetną książką. Powiedziałabym nawet, że ledwie dobrą, ale jednak dla kogoś, kto naprawdę lubi takie klimaty, jestem zdania, że to będzie perełka. Dla mnie – jest nieźle, ale mogło być lepiej. Czy polecam? Nie wszystkim, odradzam zwłaszcza tym, którym przejadły się już te wszystkie paranormalne romanse. Ale jeśli jednak je lubicie – czytajcie śmiało! Nie powinniście się zawieść.

Cykl Klątwa Tygrysa
Klątwa Tygrysa | Wyzwanie | Wyprawa | Przeznaczenie | Tiger's Dream

wtorek, 2 kwietnia 2013

„Pretty Little Liars: Olśniewające”; Sara Shepard

PRETTY LITTLE LIARS: OLŚNIEWAJĄCE, Sara Shepard
Kolejna część uwielbianej przez miliony fanek bestsellerowej serii Pretty Little Liars.
Jakie tajemnice odkryje przed czytelniczkami? Emily, Aria, Spencer i Hanna wpadają w panikę, gdy w Rosewood pojawia się Gayle.
Ta wpływowa milionerka ma niejeden powód, by się na nich zemścić. Na dodatek tajemniczy nadawca SMS-ów wciąż wysyła niepokojące wiadomości. Czy dziewczyny znajdą sposób, by wyjść cało z opresji?
Pretty Little Liars to historia pięciu przyjaciółek, z których jedna znika w tajemniczych okolicznościach. Kiedy zostaje znalezione ciało Alison, życie nastolatek zamienia się w koszmar. Policja szuka mordercy, dziewczyny kogoś, kto podszywa się pod Ali i zna ich największe sekrety.

Olśniewające i obserwowane”
„Pretty Little Liars: Olśniewające” to już jedenasty z kolei tom uwielbianej przez miliony nastolatek serii. Cztery przyjaciółki wciąż nie wiedzą, kim jest tajemnicza A., ale teraz mają o wiele gorszy problem – o ile to możliwe. Wpływowa i żądna zemsty Gayle pojawia się w Rosewood, by dać nauczkę Emily, której córeczka miała trafić w jej ręce... Ale na szczęście nie trafiła. Gayle pragnie tego dziecka i nie cofnie się przed niczym, by zdobyć to, czego chce!
Tymczasem nie tylko Emily ma problemy – Aria, która szczęśliwie wróciła do Noela, dowiaduje się zbyt wiele o rodzinie swojego chłopaka... Związek, który z trudnością odbudowała może rozsypać się jak domek z kart. Hanna nie dość, że jest zajęta kampanią swojego ojca, ma na głowie sponsora kampanii, którym okazuje się Gayle, to jeszcze stara się rozbić związek Mike'a i jego dziewczyny; Spencer natomiast zrobi wszystko, by dostać się do Princeton i jego elitarnego uniwersyteckiego klubu. A tajemnicza A. cały czas obserwuje Hannę, Arię, Emily i Spencer i wysyła niepokojące wiadomości...
Czy tym razem dziewczyny odkryją, kim jest A.? Podejrzeń jest wiele, ale większość z nich okazuje się być fałszywa... Kto jest więc A.? Czemu zna ich wszystkie tajemnice? I czego od nich chce?
Liczba tajemnic czwórki przyjaciółek stale się powiększa. Zwykłe dziewczyny, a mają tak dziwne, pokręcone życie pełne sekretów. Trzeba być naprawdę pomysłowym jak autorka Kłamczuch, by wymyślić tak wiele różnych brudnych sprawek, które mogłyby ukrywać zwyczajne uczennice. Ze smutkiem jednak zauważyłam, że akcja w tomie jedenastym zwolniła. Jest więcej rozpamiętywania wydarzeń z Jamajki, a wątek A. jakby trochę przygasł, ustępując miejsca akcji z Gayle.
Od strony technicznej nic się nie zmieniło. Sara Shepard pisze językiem lekkim, młodzieżowym, który moim zdaniem idealnie pasuje do fabuły. Nie ma wielu opisów, są za to naturalne dialogi, przez co można łatwo wczuć się w sytuację bohaterek. Jeśli zaś chodzi o okładkę, jest dość minimalistyczna – jedynie rozsypująca się talia kart – ale bardzo pasująca do tematu. Świetnie prezentują się również ozdobniki wewnątrz książki. :)
„Olśniewające” nie są złą kontynuacją, ale dobrą też nie. Powiedziałabym, że nie wyróżniają się. Nie było „fajerwerków”. Mam nadzieję, że jest to tylko cisza przed burzą i tom dwunasty o intrygującym tytule „Burned” okaże się pełen akcji, za to bez wyrzutów sumienia i rozpamiętywania. Czas poświęcony „Olśniewającym” minął szybko, bowiem naprawdę łatwo wciągnąć się w tę serię i ciężko się oderwać od czytania. Ci, którzy dotrwali aż do tomu dziesiątego niech bez wahania chwytają kolejną część, a zainteresowanych Kłamczuchami odsyłam do pierwszej części, której niestety nie dane mi było jeszcze poznać.

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Otwarte! :)


wtorek, 15 stycznia 2013

„Pretty Little Liars: Bezlitosne”; Sara Shepard

PRETTY LITTLE LIARS: Bezlitosne, Sara Shepard

Kolejna część bestsellerowej serii „Pretty Little Liars” Nigdy mnie nie znajdziecie. A. Wspomnienie o Tabicie wciąż prześladuje Emily, Arię, Spencer i Hannę. Tajemniczy nadawca SMS-ów w każdej chwili może zdradzić ich sekret. Dziewczyny jednoczą siły w walce z niewidzialnym wrogiem, ale i tak wpadają w zastawiane przez niego pułapki. Czy tym razem prawda wyjdzie na jaw?Pretty Little Liars” to nie tylko książki – to moda, marka, kilkanaście tysięcy fanek na Facebooku.
Prawda zawsze wyjdzie na jaw”
Małe miasteczko Rosewood ma swoje tajemnice – jak większość małych miasteczek. Jednak kiedy te tajemnice splamione są krwią niewinnych ofiar, zaczyna być poważnie. Emily, Aria, Spencer i Hanna tym razem zabiły kogoś, i to bezpośrednio. Nie są w stanie wydostać się z tego impasu i drżą ze strachu na samą myśl o tym, że to może się wydać. A o zmarłej Tabicie mówi się wszędzie – w wiadomościach, na Facebooku, jej rodzice ciągle nagłaśniają sprawę. To wspomnienie z Jamajki wciąż prześladuje Kłamczuchy. Tym bardziej, że pojawia się A. i wygląda na to, że Ali jednak nie zginęła w pożarze... A. zna wszystkie sekrety dziewczyn – i zastawia na nie pułapki. Czy ktoś odkryje, jakie grzechy mają na sumieniu Kłamczuchy? Niestety Hanna, Spencer, Emily i Aria nie tylko ten problem mają na głowie; wszystkie przeżywają lepsze i gorsze chwile nie do końca zwykłego nastoletniego życia. Będzie miłość i problemy rodzinne – prawie jak w filmie.
Ale życie nie jest jak w filmie. Po dramatycznych wydarzeniach z Jamajki dziewczyny nie będą w stanie uwolnić się z koszmaru jak w Ślicznej zabójczyni.
Kojarzycie „Plotkarę”? To również seria książek, na podstawie której powstał serial telewizyjny, podobnie jak „Pretty Little Liars”. Jeśli polubiłyście „Plotkarę”, to nie możecie przejść obok „Pretty Little Liars” obojętnie – nie dość, że ma podobny klimat, choć dzieje się w niezbyt dużym mieście, to jeszcze otoczka szaleństwa i morderstwa dodaje smaczku.
Niestety nie jestem w stanie porównać tego tomu do pozostałych – ten czytałam jako pierwszy, choć przecież to dziesiąta część. Mimo to fabuła naprawdę mnie zaciekawiła, chociaż nie jestem wielką fanką powieści w tym stylu. Ponadto, wielkim plusem są bohaterowie, bo wbrew pozorom płeć męska jest tam nie tylko po to, by ich poderwać i rzucić :) Postaci jest sporo, pojawili się też nowe osoby, nieznane raczej z poprzednich tomów (tak wywnioskowałam). Są naprawdę nietuzinkowi i ciekawi, w żadnym razie nie są płascy, ale też nie idealni. Tacy ludzcy. Bo czy Wy nie załamalibyście się, kiedy przypadkiem zamordowalibyście kogoś niewinnego? Chociaż trochę? To nadaje głębi bohaterom i ich zachowaniom.
Książka naprawdę mi się spodobała. Nie przepadam za takim rodzajem powieści, wolę coś bardziej fantastycznego, ale cieszę się, że poznałam serię „Pretty Little Liars”, bo chętnie poznam zakończenie. Jestem strasznie ciekawa, czy mroczny sekret Kłamczuch wyjdzie w końcu na jaw... i kim jest A. oczywiście!
Jeśli lubicie książki w stylu „Plotkary”, spodobał Wam się serial lub po prostu jesteście zaciekawieni tą serią – polecam serdecznie. Odradzałabym ją natomiast miłośnikom fantastyki i osobom, które nie przepadają za bardzo młodzieżowymi książki, wolą jakieś dojrzalsze (choć oczywiście zdarzają się wyjątki). Radziłabym jednak zacząć od części pierwszej, nie tak jak ja – od dziesiątej, pomimo że naprawdę łatwo połapałam się w fabule, chyba dzięki serialowi, który oglądałam :)
I pamiętajcie – A. ma Was na oku :)

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Otwarte!

niedziela, 5 sierpnia 2012

„Klątwa tygrysa”; Colleen Houck

KLĄTWA TYGRYSA, Colleen Houck
Literacki fenomen! Powieść odrzucona przez wydawców, ukochana przez setki tysięcy czytelników na całym świecie!
Magnetyczne oczy tygrysa. Pradawna klątwa, którą zdjąć może tylko ona. Namiętność silniejsza niż strach. Razem muszą stawić czoła mrocznym siłom. Czy poświęcą wszystko w imię miłości?





Biały tygrys”
Klątwa tygrysa” autorstwa Colleen Houck zainspirowana została Sagą „Zmierzch” Stephenie Meyer, a droga do jej wydania przypominała J.K. Rowling i Harry'ego Pottera. Czasem wydawcy nie chcą wydać danej książki – szczególnie po wysypie romansów paranormalnych, łudząco do siebie podobnych. Zazwyczaj autor wtedy rezygnuje, postanawia „przeczekać” pewien okres i znowu się starać, albo idzie do innego wydawnictwa. Colleen Houck jednak nie jest takim autorem – po odmowie wzięła sprawy w swoje ręce i wydała powieść własnym nakładem. I wtedy stał się cud! „Klątwa tygrysa” została bestsellerem, który choć nie odniósł sukcesu na miarę Pottera czy „Zmierzchu”, to cieszy się rzeszami fanów. Zresztą, nie dziwię się – i temu, że ma fanów, i temu, że sukces nie był znowu taki wielki.
Kelsey łapie się drobnych prac, by zarobić – i wtedy trafia do cyrku jako dwutygodniowa asystentka do wszystkiego; od przygotowywania sceny przed występami, przez sprzedawanie biletów i dmuchanie balonów, po karmienie prawdziwej cyrkowej gwiazdy: białego tygrysa Dhirena. Niedługo później dziewczyna coraz częściej odwiedza Rena (jak go nazywa) i pragnie dla niego wolności. Czyta mu i rysuje jego portrety w pamiętniku, do czasu, aż dziwny mężczyzna przedstawia dyrektorowi cyrku ofertę kupna tygrysa. Potrzebuje jednak kogoś do opieki nad nim w trakcie transportu do Indii – i pada na Kelsey. Po rozmowie ze swoimi opiekunami zgadza się i wkrótce ląduje w Indiach. Choć jest tam dziwnie i inaczej niż w Ameryce, jeździ się po „złej” stronie jezdni, a kierowcy to prawdziwi wariaci, podoba jej się... Dopóki jej kierowca nie zostawia tygrysa samego na poboczu i odjeżdża.
Okazuje się, że białym tygrysem jest tak naprawdę hinduski książę, nad którym ciąży klątwa. Kelsey jest ponoć wybranką bogini Durgi i jest w stanie uwolnić Rena i jego brata Kishana od zmiany w wielkie koty. Oczywiście dziewczyna chce pomóc braciom i wyrusza na niebezpieczną misję. Kolce z trucizną i chrząszcze w korytarzu to dopiero początek walki o człowieczeństwo Rena i Kishana.
Colleen Houck się postarała, pisząc tę książkę – to muszę przyznać. Zawarła w treści wiele hinduskich mitów, a nawet fragmenty hinduskich tekstów, co było naprawdę oryginalnym posunięciem; mitologia grecka, rzymska i egipska jest doskonale znana, a Indie przecież też mają swoje własne mity. To zdecydowanie jest pewien powiew świeżości w gatunku romansów paranormalnych.
Zauważyłam jednak parę nieścisłości – jedną z nich była sama wyprawa Kelsey do Indii. Którzy rodzice – czy też opiekunowie – puściliby córkę na inny kontynent z widzianym raz obcym mężczyzną i wielkim, groźnym białym tygrysem? Owszem, pan Kadam robi wrażenie bardzo odpowiedzialnego człowieka, któremu od razu można zaufać, ale chyba nie na tyle, by puścić córkę (choć osiemnastoletnią) z nim w podróż. Skoro już poruszyłam temat pana Kadama – jest on jedną z najlepszych postaci drugoplanowych, jakie poznałam. Widząc jego nazwisko, mimowolnie się uśmiechałam. Mam nadzieję, że w kontynuacji go nie zabraknie.
Swoistym fenomenem są dla mnie bohaterki takie jak Kelsey – nijakie. To ich wybranek musi być wampirem/wilkołakiem/elfem/jednorożcem, a one muszą być zwykłe i bardzo, bardzo przeciętne. Z jednej strony to rozumiem, bo wykorzystuje się słabość czytelniczek, które utożsamiają się z główną bohaterką, a tym samym wzrasta sprzedaż, ale... Właśnie, zawsze jest ale. Chciałabym poczytać o dziewczynie, która będzie ratowała z opresji ukochanego (tylko błagam, nie tak jak w sadze „Zmierzch”), która będzie miała super-hiper moce i będzie po prostu „twardą babką”, która nie bawi się w ceregiele. Kelsey taka nie jest (mimo że to ona w pewnym sensie ratuje Rena spod działania klątwy), i powoli zaczynam się denerwować takimi bohaterkami, które ciągle ratować musi ukochany. Oczywiście, są wyjątki!
Uwielbiam tą okładkę, przyciąga ona wzrok, a tygrys ma naprawdę magnetyczne oczy. Wręcz kusi czytelniczki (czytelników? :3), by kupić tę pozycję. Jednak uprzedzam, by nie oceniać książki po okładce, bowiem treść nie jest wysokich lotów. Lecz jeśli ktoś chce nabyć jakiś miły romansowy odmóżdżacz, zachęcam.
Klątwa tygrysa” Colleen Houck to lekka książka, w której romans i przygoda się równoważą, choć to pierwsze jest oczywiście bardziej rozbudowane. Autorka wzorowała się na sadze „Zmierzch” i wyraźnie to widać. Pozycja ta wykorzystuje znany już z dziesiątek innych podobnych pozycji schemat, ale tło w postaci Indii i tygrysów sprawia, że książkę da się czytać. Ba!, nawet można wciągnąć się w treść, głównie przez wspaniałe opisy kraju, w którym znalazła się Kelsey, i hinduskich mitów. Mnie się podobała ta podróż do złamania klątwy tygrysa. I niczym tygrys, zaczynam polowanie na drugą część. :)

czwartek, 4 sierpnia 2011

„Dziewczyn z Hex Hall. Diable szkło”; Rachel Hawkins

Ukrywana prawda”

Po pierwszej części „Dziewczyn z Hex Hall” i intrygującym zakończeniu jak najszybciej sięgnęłam po „Diable szkło” autorstwa Rachel Hawkins, kolejny tom trylogii o Sophie Mercer. Teraz dziewczyna zna już prawdę o sobie i swojej rodzinie – jest demonem, który w każdej chwili może przejąć kontrolę nad jej ciałem i umysłem, co z pewnością doprowadziłoby do niechybnej śmierci kilku lub kilkunastu osób.
Życie Sophie nie przypomina sielanki – ma moc silniejszą od zwykłych czarownic, jest zdolna zamordować niewinnych ludzi, a Archer Cross... okazał się być zdrajcą. No bo jak inaczej mogłaby nazwać chłopaka, który jest łowcą demonów? Powinna już nie żyć, wtedy w piwnicy. Tylko dlaczego jej wtedy nie zabił...? Wszystko się wali, kiedy przyjeżdża na wakacje z ojcem do Thorne Abbey. Może i to wielka willa, ale Sophie ma przeczucie, że nigdy nie wróci do Hex Hall. Razem z nią wyjeżdżają Jenna i Cal, z którym... jest zaręczona od trzynastego roku życia. To nie koniec niespodzianek. W siedzibie ojca spotyka dwójkę demonów, na przyjęciu urodzinowym ktoś chciał ją zabić, omal nie dopadło ją Oko, ma zostać przyszłą przewodniczącą Rady, a Archer Cross z n o w u pojawił się w jej życiu!
Czy ja naprawdę muszę znów pisać, jak bardzo pokochałam „Dziewczyny z Hex Hall”? Rachel Hawkins tak sprawnie łączyła znane schematy, że wyszło jej coś niesamowitego i z pewnością niezapomnianego. „Diable szkło” wzbogacone zostało o wiele więcej zwrotów akcji i zaskakujących wydarzeń. Więcej jest tu też tajemnic – głównie rodzinnych, ale nie tylko, i odkrywanie ich kawałek po kawałku to niesamowite uczucie. Autorka idealnie tworzy napięcie. Nieraz chciałam zerknąć kartkę, może dwie w przód, bo chciałam już teraz wiedzieć, co się wydarzy, ale jak na dobrego czytelnika przystało, nie zrobiłam tego. A było tuż-tuż.
Jestem „Team Cal”, bezdyskusyjnie. Archera przestałam tolerować teraz, okropnie zachowywał się w stosunku do swojej „ukochanej”. Ciągle mówił zagadki i zmieniał co rusz zdanie: „Pocałowałem cię, bo kazało mi Oko”, a za chwilę: „... bo sam chciałem”. Rozumiem, że kobieta zmienną jest, ale facet? O ile w pierwszej części wzdychałam do niego jak Sophie, o tyle teraz przejadł mi się, ot co. Cal za to... jest zupełnie inny. Szkoda, że już zaręczony. Spokojny, uczynny, potrafi leczyć osoby będące jedną nogą na tamtym świecie oraz rośliny. O głównej bohaterce pisałam już recenzując „Dziewczyny z Hex Hall”, ale muszę dodać jedno – nieprzewidywalne zachowania. Sądziłam czasem, że zachowa się jak w prawie każdej książce, ona zaś... zrobiła coś zupełnie przeciwnego! I za to wielki plus.
Wybaczcie mi tę recenzję, ale żarty Sophie upadły mi na głowę. Niemniej jednak nadal jestem przy werdykcie spod „Dziewczyn z Hex Hall”. To naprawdę świetny „paranormal”, lekki i w sam raz na wakacyjną nudę. Czyta się go w tempie błyskawicznym – mi zajęło to jeden dzień i... chcę więcej! Po t a k i m zakończeniu każdy chciałby dowiedzieć się, co się stanie z naszymi bohaterami, którzy będą musieli stawić czoła wielu, wielu niebezpieczeństwom. Nie rozumiem, czemu nie ma już trzeciej części?! Rachel Hawkins nadal ją pisze, ale najchętniej włamałabym się do jej posiadłości i ukradła wszystko, co dotyczy trzeciej części serii.
Polecam przede wszystkim fankom (fanom?) „paranormal romance”, bo to coś specjalnie dla nich. Następnie – sądzę – że spodoba się ona osobom cierpiącym na wakacyjną nudę, chcącym szybkiej akcji i miłości oraz dużej, dużej dawki humoru, co w „Diablim szkle” daje głównie Sophie. Nie zwlekajcie z lekturą tak jak ja! Nie popełniajcie tego samego błędu!

wtorek, 2 sierpnia 2011

„Dziewczyny z Hex Hall”; Rachel Hawkins

Witaj w Hex Hall!”


Wydawało się, że „Dziewczyny z Hex Hall” Rachel Hawkins to nie lektura dla mnie. Ciągle powtarzające się motywy znudziły się nawet takiej face „paranormal romance”, jaką jestem. Czarownice, wilkołaki i wampiry – to już wszystko było. Chciałam jakiegoś powiewu świeżości w tym gatunku i dostałam go – najdziwniejsze jest to, że od książki, którą spisałam na straty.
Sophie Mercer jest czarownicę i z n o w u użyła czarów, co przyniosło efekty zupełnie inne od oczekiwanych. Kolejny raz wywalono ją ze szkoły. W końcu trafia do Hekate Hall, ale ta placówka nie jest taka, jak poprzednie. Potocznie nazywana Hex Hall, szkoła przyjmuje wyłącznie czarownice, zmiennokształtnych i elfy w swoje progi, by nauczyć ich przydatnych w przyszłym życiu rzeczy. Akurat! Sophie pierwszego dnia zostaje zaatakowana przez wilkołaka, broni ją największy przystojniak w szkole, w dodatku ma zamieszkać w jednym pokoju z wampirem, który ubóstwia kolor różowy we wszystkich odcieniach, a przede wszystkim w barwie „elektryzującej truskawki”. Jednak dziewczyna nie załamuje się. Choć bycie „nową” bywa trudne, a w jej przypadku bardzo trudne, jakoś sobie radzi – zaprzyjaźniła się ze swoją współlokatorką, zdobyła trójkę wrogów i... zadurzyła się w Archerze Crossie, chłopaku, do którego wzdychają wszystkie dziewczyny ze szkoły.
Kiedy życie Sophie w miarę się układa i zaczyna popadać w monotonię, okazuje się, że w Hex Hall ktoś pozbawia całej krwi uczniów. Jej przyjaciółka Jenna, a zarazem jedyna w szkole wampirzyca, oraz nauczyciel Lord Byron (skądinąd także wampir) są głównymi podejrzanymi w tej tajemniczej sprawie. Sophie wie, że to żadne z nich nie „wysysa” ludzi, ale nikt jej nie słucha, kiedy podejrzewa, że ktoś z Oka (odłamu zakonu templariuszy, od wieków zabijającego czarownice, wilkołaki, elfy oraz wampiry) stoi za tymi zbrodniami. Akcja nabiera tempa, liczba ofiar się powiększa, a dziewczyna pozna smak intryg, rodzinnych tajemnic, zakochania i... bolesnej zdrady.
Humor, humor i jeszcze raz humor. To ogromny plus „Dziewczyn z Hex Hall”. Na niewielu książkach śmiałam się w głos podczas czytania, a ta właśnie się do nich zalicza. Główna bohaterka ma naprawdę cięty język, jej riposty wręcz zwalają z nóg. Rachel Hawkins opisuje zdarzenia oczami Sophie, przez co miałam ciągle wgląd w jej myśli, jednak nie mogłam poznać zdania Archera czy Jenny na temat niektórych wydarzeń. Mimo wszystko, narracja poprowadzona jest płynnie, a przemyślenia dziewczyny są adekwatne do jej wieku.
Zaskoczenie, kiedy czytałam końcowe wydarzenia, sięgnęło zenitu. Owszem, podejrzewałam to samo, co Sophie, jednak... nie spodziewałam się. Po prostu mnie zatkało. Moja szczęka zapewne wylądowała z hukiem na podłodze, zupełnie jak w kreskówkach. Autorka świetnie dawkowała napięcie, pozostawiała niedomówienia i zmuszała mnie, bym wysiliła mózgownicę. No i całkowicie bawiła się schematami. To, co w innej książce zapewne byłoby wzruszającymi scenami, w „Dziewczynach z Hex Hall” jest wprost wyśmiewane. I to mi się podoba.
Archer, Archer i jeszcze raz Cal. Bohaterowie są cudowni. Zacznę możne od głównej bohaterki – Sophie. Nie jest ona wredna, tylko po prostu niemiła. Nie jest szczera do bólu, tylko mówi, co myśli. Spodobały mi się najbardziej jej riposty, zwłaszcza te w rozmowach z Archerem. Skoro o nim mowa... Jego nie da się nie polubić, przynajmniej na początku. Mimo że jest arogancki, niemiły i czasem bezczelny, to... Przystojniak z niego. Nie dziwię się Sophie, że tak jak większość uczennic zadurzyła się w nim. Cala nie było za wiele, ale myślę, że w kolejnej części będzie pojawiał się częściej. Tego przynajmniej oczekuję, bo pomimo że właściwie wcale nie brał większego udziału w wydarzeniach, to zdążyłam go polubić. Ciekawie byłoby, gdyby autorka rozwinęła jego wątek.
„Dziewczyny z Hex Hall” to bezsprzeczny wywoływacz śmiechu i lektura na jeden wieczór. Bynajmniej nie dlatego, że nie chce się do niej wracać, ale dlatego, że nie można się od niej oderwać. Ja zaczęłam ją czytać popołudniu. Godzinę temu skończyłam i chcę więcej, więcej, więcej! Całe szczęście, że na półce czeka sobie kolejna część, bo po ostatnim zdaniu wypowiedzianym przez Sophie... Po prostu muszę poznać jej dalsze losy.
Polecam fanom „paranormal romance”, bo to niezobowiązująca lektura, która na pewno zapadnie w pamięć. Aczkolwiek sądzę, że innym też się spodoba, bo to nie jest zwyczajny „paranormal”, Sophie to nie zwyczajna czarownica, a Archer... cóż, to Archer.

wtorek, 26 kwietnia 2011

Szeptem | Becca Fitzpatrick



Szeptem niemal natychmiast trafiło na listę bestsellerów i zawładnęło sercem wielu czytelników. Co prawda, powieść ta do najambitniejszej literatury nie należy, jednak pisarka potrafi wprowadzić czytelnika w zupełnie inny świat, gdzie można się zrelaksować i odpocząć. Miałam uprzedzenia do tej pozycji, mimo to okładka zawładnęła mną. Przepiękne zdjęcie upadku anioła, pogratulować pomysłowości. Jak się później okazało, treść była równie piękna i wciągająca.