sobota, 9 sierpnia 2014

Elita | Kiera Cass



Która z was chciałaby księcia na białym rumaku? A która chciałaby walczyć o księcia z niestabilnym emocjonalnie ojcem-tyranem rządzącym królestwem w sposób przestarzały i dyktatorski, z cotygodniowymi spotkaniami z rebeliantami bynajmniej nie na herbatce, w dodatku musząc pokonać trzydzieści pięć innych dziewcząt? Cóż, America Singer chce. Tylko że trochę jej nie wychodzi.

W pałacu zostało już tylko sześć dziewcząt. Eliminacje trwają w najlepsze. Ami i książę Maxon z dnia na dzień stają się sobie coraz bliżsi. Tak samo jak Ami i Aspen, teraz pracujący w pałacu jako gwardzista. Nie tylko Maxon będzie musiał dokonać trudnego wyboru i wybrać jedną z sześciu pozostałych dziewcząt na swoją żonę. Americę również czeka ważna decyzja - wybierze starą czy nową miłość?

Można nazwać mnie masochistką, ale... samo czytanie było w zasadzie przyjemną czynnością. Możliwe, że po tylu historiach miłosnych w stylu ona jedna i ich dwóch przywykłam do tego motywu tak bardzo, że nie robi on na mnie większego wrażenia. Owszem, irytuje, ale dopiero po zakończeniu czytania - w trakcie po prostu nie zwracam na niego większej uwagi. Sama idea, koncepcja fabuły całej tej trylogii jest dla mnie fenomenalna. To taka antyutopijna Plotkara dla wszystkich dziewcząt, które pragną księcia na białym rumaku.

Elita to książka dużo gorsza od Rywalek, zawierająca przetarte, ograne motywy, a jej akcja skupia się na rozmyślaniach Ami o tym, którego chłopaka wybrać. Kiera Cass zmarnowała ogromny potencjał, bo rywalizacja trzydziestu pięciu dziewcząt o rękę przystojnego, przemiłego księcia mogłaby być dużo ostrzejsza i brutalniejsza niż Igrzyska Śmierci, ja nie żartuję! Nawet nie wiecie, do czego zazdrosne dziewczyny mogą być zdolne.

Drugi tom tej trylogii mnie nie zadowolił. Owszem, czytało się szybko i przyjemnie, owszem, było nie najgorzej, ale Elita to bardzo słaba kontynuacja, skupiająca się jedynie na rozterkach Ami, która w dodatku jest idiotką. Mało jest takich głupiutkich bohaterek, które naprawdę nie rozumieją, co tak naprawdę dzieje się na świecie. Ale ona jest wyjątkowa, niekoniecznie w pozytywnym sensie. Po sytuacji z jej przyjaciółką, co było swoistym ostrzeżeniem, ta wciąż grała w grę "Aspen czy Maxon?". Elitę dało się czytać całkiem miło i bezboleśnie. Jeśli wkręciliście się w tę trylogię, przeczytajcie drugi tom, bo może trzeci nadrobi wszystkie braki. W innym wypadku, jeśli macie dość schematów, trójkątów i rozterek bohaterki nad tym, którego faceta wybrać (co powinno być domeną księcia Maxona, w końcu to on sobie żonę wybiera...) - nie zaczynajcie w ogóle.


Za królewską książkę dziękuję wydawnictwu Jaguar!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...