środa, 20 sierpnia 2014

Natalii 5 | Olga Rudnicka


Z polskich autorów dotychczas czytałam jedynie tych piszących fantasy, fantastykę i okołofantastyczne powieści. Tymczasem Natalii 5 nie ma w sobie ani krzty tych gatunków, chyba że zaliczyć do nich niezwykle dziwaczne spotkanie sióstr. Wszystkich o imieniu Natalia. I samobójstwo ich ojca, o które oskarżona zostaje Natalia. Każda z nich.


Jarosław Sucharski popełnia samobójstwo w swoim domu. Dom ten zapisuje w testamencie swoim córkom - Natalii, Natalii, Natalii, Natalii oraz Natalii. Nie wiedziały o swoim istnieniu, a tu nagle podczas otwierania listu od ojca, spotykają się wszystkie - pięć kobiet o takim samym imieniu i nazwisku, z temperamentem i uporem nie dopuszcza do siebie myśli o istnieniu innych oprócz siebie córek Sucharskiego z poprzednich małżeństw i związków. Tymczasem są one podejrzane - wszystkie pięć - o zabójstwo swojego ojca, teoretycznie samobójcę, jednak policja wie lepiej... Pięć Natalii wprowadza się do dworku ojca, a tam czeka na nie tajemnica związana z ukrytymi historycznymi monetami...

Czemu więc sięgnęłam po tę powieść? Bo mama mi ją wcisnęła. Na każdym kroku nastolatkom powtarzane jest, że dorosłych trzeba słuchać, więc posłuchałam i naprawdę nie pożałowałam tej decyzji. Wydawałoby się, że Natalii 5 przeznaczona jest dla nieco starszych czytelników, ale moim zdaniem może ją czytać nawet młodzież. Zabawne perypetie pięciu sióstr, które dotychczas nie miały o swoim istnieniu zielonego pojęcia, wszystkie nazywające się Natalia Sucharska, mieszkające w jednym zabytkowym domku, w którym jest skarb. A raczej coś w rodzaju skarbu. W dodatku pięć temperamentnych kobiet w jednym domu nie może się dobrze skończyć.

Olga Rudnicka potrafi sprawnie dawkować humor i tajemnicę, nie przesadzając ani z jednym, ani z drugim. Poradziła sobie świetnie również z ogarnięciem postaci, bo napisać powieść o pięciu kobietach, które nazywają się tak samo, to nie lada wyzwanie. Przecież nie można ciągle pisać Natalia to, Natalia tamto. Momentami rozwiązania fabularne przychodziły za łatwo, a stężenie absurdu było niebezpiecznie wysokie, ale dla mnie to właśnie budowało fabułę. Jest trochę zabawnie, trochę groźnie, w zasadzie nie kryminalnie, bardziej w stylu poszukiwaczy skarbów. I wszystko dzieje się w Polsce, tutaj absurd jest wymagany.

Miałam jednak nieodparte wrażenie, że Natalie momentami różnią się jedynie kolorem włosów i stylem ubierania. Ciągle było powtarzane o tym, że ta ubiera fikuśne sukienki, ta workowate ubrania, a ta jest gotką... Trudno było dostrzec różnicę w Nataliach, jeśli nie patrzyłoby się na aparycję. Polubiłam wszystkie Natalie, ale jednak były dla mnie zbyt podobne, wykreowane w jednym stylu.


Natalii 5 to pozytywnie zakręcona lektura, pełna czarnego humoru (także w wykonaniu kilkuletnich dzieciaków), absurdalnych sytuacji i bardziej obyczajowa niż kryminalna, ale ciągle tak samo dobra. Komedia kryminalna, z naciskiem na komedia, o! Moje imię nie zostało zszargane (bardzo lubię swoje imię, wiecie), a Natalia to zabawna, chociaż niezbyt rozbudowana bohaterka. Każda Natalia. Nie uznam tej powieści za dzieło, nie powiem, że nie czytałam czegoś lepszego, ale przy Natalii 5 bawiłam się przednio i nie żałuję ani chwili spędzonej z siostrami Sucharskimi. Licząc mnie, było nas sześć Natalii - stężenie dość duże, by chichrać się co dwie strony przez czarny humor i absurd, które wręcz wylewają się ze stron powieści.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...