środa, 1 października 2014

Wake me up when September ends [wrzesień]


Pierwszy miesiąc szkoły był... intensywny. Bez żadnych wstępów rozpoczęliśmy przygotowania do matury, chociaż to dopiero druga klasa liceum! Takie życie Ósemkowiczów, cóż poradzić. Patrząc na archiwum postów, jestem usatysfakcjonowana i zadowolona z siebie. Udało mi się pogodzić naukę i prowadzenie bloga - nareszcie!

Zostałam ochrzczona biblioteką, bo co i rusz pożyczam (zaufanym!) osobom książki. Jak nie ja, to kto? Mnie też pożyczają, o, ostatnio na przykład 19 razy Katherine Greena. A do Mary Dyer jest sześcioosobowa kolejka (teraz już cztero-, dwie osoby zakochane na zabój w Noahu).

Na Instagramie w wakacje zostałam zaproszona do zabawy, w której należy cyknąć zdjęcie grzbietom książek w danym kolorze. Niebieskich miałam sporo, ale różowych - jedną, więc się nie pojawił kolorowy stosik. I żółtych parę się znalazło. Świetna sprawa!






Jeśli o wrzesień chodzi, był on trochę przedłużeniem wakacji - w wakacje nie tykałam klasyki, bo w gorące popołudnia lepiej się czytało lekkie, niezobowiązujące powieści. I to trwało nadal. Wakacje się skończyły, nawet te dla maturzystów - czas wrócić do klasyki!

Dziesięć książek w miesiąc, który był zawalony robotą, papierologią związaną ze szkołą i wszystkimi tymi drobiazgami, które na początku szkoły trzeba pozałatwiać (stówa na książki od angielskiego poleciała... i kolejna na opłaty... tyle książków!), to dobry wynik. Bardzo dobry. I przybyło mi parę t-shirtów z ciekawymi nadrukami - między innymi ten cudny poniżej! Kocham go miłością wieczną. :)



Tymczasem idę do teatru na Rewizora ukulturalniać się. Kolejny miesiąc rozpoczęty, a pod koniec... moje urodziny! :) 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...