poniedziałek, 22 września 2014

Mara Dyer. Tajemnica | Michelle Hodkin


Mara Dyer reklamowana jako powieść tajemnicza, niepokojąca, w której nic nie jest pewne, wywołuje aktualnie niemały szum wśród młodzieży. Ciekawi opis fabuły, ciekawi oryginalna, piękna okładka, a i recenzje napływają przychylne. Wszystko wskazywało mi na to, że to będzie coś. I to było coś.

Mara przeżyła tragedię - stary budynek psychiatryka, do którego udała się wraz chłopakiem i przyjaciółkami, zawalił się. Jako jedyną odnaleziono ją w gruzach. Mara nigdy nie narzekała na życie; miała kochającą rodzinę, pieniędzy pod dostatkiem, dobrze się uczyła, miała najlepszą przyjaciółkę, Rachel. Teraz po katastrofie jej życie zmieniło się nieodwracalnie.

Widzi rzeczy, których nie powinna widzieć. Słyszy martwych przyjaciół. Nagle wpada w panikę albo w szał. Jej percepcja jest zaburzona. Coś jest nie tak z jej umysłem. Myśląc, że to pomoże, Dyerowie przeprowadzają się do Miami, a Mara i jej bracia trafiają do zupełnie nowej prywatnej szkoły. Mara sądzi, że zmiana otoczenia dobrze na nią wpłynie. Nawet nie wie, jak bardzo się myli...

Przede wszystkim w moich zachwytach na prowadzenie wysuwa się konwencja oniryczna; nie wiadomo było, czy wydarzenia, o których chwilę temu czytałam, były jawą czy tylko snem, halucynacją Mary. Według mnie zabieg ten wzniósł Marę Dyer sporo powyżej poziomu zwyczajnych młodzieżówek, nadał jej tajemniczego, niepewnego klimatu i oryginalności. Trudno mówić w tym wypadku o wyjątkowo skomplikowanej fabule, jednak jest ona bardziej dopracowana i unikająca schematów od innych książek Young Adult.

Wydawałoby się, że tego typu opowieść o psychozie, halucynacjach i duchach nie mogłaby się rozgrywać w słonecznym Miami, w bogatej prywatnej szkole w większości dla snobów. Michelle Hodkin stworzyła iście ciekawy kontrast, łącząc ciężki, psychologiczny klimat z plażami, willami i szkolnymi snobami. Bohaterowie zaś wyszli autorce świetnie. Zwłaszcza rodzina Mary, przewijająca się raczej w tle, ale wciąż ważna i niezwykle sympatyczna. Sama Mara i Noah to połączenie czegoś nowego z brakiem zerwania z konwencją wszystkich młodzieżówek o wielkiej, niezniszczalnej miłości nastolatków. To coś, co znamy, ale podane w niezwykle apetyczny sposób.

Wątek miłosny nieco mnie raził, bo przeczytałam tyle książek z podobnymi zbiegami okoliczności, że kolejne zaczęły mnie irytować. Mara całkiem przypadkiem przeprowadza się do Miami, całkiem przypadkiem poznaje chłopaka, który jest z nią w pewien sposób związany. Jednak zwykłego czytelnika, który nie czyta powieści za powieścią i dokładniej wybiera swoje lektury, z pewnością to nie zrazi; pomijając szczęśliwy traf i całą przypadkowość, wątek Mary i Noaha przedstawiony został bardzo delikatnie, subtelnie, nie zagarniając całej fabuły.

To, co najbardziej lubię - okładka. Na stronie autorki jest sporych rozmiarów wpis dotyczący okładek; pewnie zastanawiacie się, czemu para na okładce jest pod wodą, kiedy takich scen w powieści nie ma. Ciekawskich odsyłam na bloga Michelle Hodkin. Jestem zachwycona, że wydawnictwo zachowało oryginalną, cudownie przyciągającą wzrok okładkę. Pod odpowiednim kątem błyszczy i mieni się odcieniami zieleni. Użyto za to dość nietypowej czcionki, którą jednak czytało się bezproblemowo i niesamowicie szybko. Zbyt szybko.

Mara Dyer. Tajemnica sparaliżowała mnie. Nie byłam w stanie odłożyć powieści, nie poznawszy zakończenia. Połykałam strony jedna po drugiej, wręcz chłonęłam treść, chcąc więcej i więcej. Mieszanka thrillera, niepewności i tajemnic, nutka psychozy i oniryzm składają się na godną uwagi, cudownie enigmatyczną historię porywającą serca i dusze. Zachęcam do lektury!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...