sobota, 27 września 2014

6 najważniejszych dla mnie książek



Z pewnością kojarzycie Ice Bucket Challenge (dla mnie Cumberbatch i di Caprio wygrali), które obiegło cały świat. Wyzwanie było szczytnym celem w walce z chorobą i przyjemnością dla fanowskich - tych zarówno męskich, jak i damskich - oczu. Taka ogólnoświatowa, nie bacząca na płeć Miss Mokrego Podkoszulka, tylko z ciekawym celem i datkami na fundację. W otchłani Internetu krążyły różne wyzwania - cynamonowe, piwne. I ostatnie, które mnie zainteresowało: najważniejsze dla ciebie książki.



Zmierzch

Ja wiem, w mej niezwykle rozwiniętej wyobraźni słyszę jęk sprzeciwu i niedowierzania. A jednak! Bez tej - aktualnie dla mnie - dość słabej tetralogii Meyer nie byłoby mowy o czytaniu książek poza obowiązkowymi lekturami czy o założeniu bloga, tego konkretnego, nad którym się teraz pastwię. 

To była seria, która popchnęła mnie głębiej w książki, dosłownie i w przenośni. To dzięki niej teraz tutaj piszę, dzięki niej znam wspaniałych ludzi z ósemkowego humana, dzięki niej wiem, co chcę robić w przyszłości. O, no i nie wyrabiam z układaniem książek na półce. Ten Tetris jest męczący.


Percy Jackson

Powinien pojawić się w tym zaszczytnym miejscu Harry Potter, ale jednak to Jackson - Jonson? Jefferson? - bardziej, o zgrozo!, zapadł mi w pamięć. Riordan wprowadził mnie w świat całkowicie nieznanych powieści przygodowych, które pokochałam od pierwszego wejrzenia w pachnące drukiem kremowe strony pierwszego tomu o synu Posejdona. 

Otworzyłam się na zupełnie inne, bywało i że ciekawsze, gatunki. Pokazał mi, że w książkach nie tylko wampiry są ciekawe, ale że historia starożytności i mitologia może być świetną, ponadczasową zabawą. Zabawą w koniec świata, oczywiście. No i bez Riordana nie mogłabym godzinami paplać ze znajomymi o Nico, o Leo, o Krwi Olimpu... Mania, Ola, Dela - to o was!


Pod kopułą

Tutaj mogłabym wrzucić właściwie każdą książkę spod pióra mistrza grozy Stephena Kinga, którą dane było mi przeczytać - Stukostrachy, Carrie, Nocną zmianę, To. Ten specyficzny, niepokojący styl Kinga poznałam dopiero niedawno i czuję, że jeszcze wiele, wiele jego powieści przede mną. Pod kopułą ukazało mi moje błędne myślenie; książki, które uważałam za dopracowane i szczegółowe, stały się niczym przy tej obszernej cegle.


Przegląd Końca Świata: FEED

Ciężko mi pisać o tej konkretnie trylogii z bardzo prostego powodu: nie potrafię ubrać w słowa tego, jak bardzo ona mnie wciągnęła i jak bardzo ją sobie cenię. Mira Grant stworzyła bohaterów, którzy stali mi się naprawdę bliscy i przeżywałam z nimi każdą chwilę. FEED po prostu stało się częścią mnie.


Hobbit

Czytałam Władcę pierścieni. Czytałam i czytałam. I czytałam. I czytałam jeszcze troszkę. I stanęłam na dziesiątej stronie opisu lasu. Kiedyś przeczytam, obiecałam sobie. A jako że wchodziła do kina druga część Hobbita, to postanowiłam Hobbita przeczytać. (Lepiej późno niż wcale.) W końcu w takiej cienkiej książeczce o niepozornych rozmiarach nie może być kilkudziesięciostronicowego opisu lasu... prawda? 

Nie było. Wpadłam. Tolkien jest cudownym opowiadaczem. Pokochałam fantasy - to mocne, z własnymi krainami. A nie to o brokatowych wampirach.


Dary Anioła

Najważniejsze zostawiłam na sam koniec, jako deser, albo nie!, jako wisienkę na tymże deserze. Chociaż wciąż stoję na czwartym tomie i nie śpieszno mi do kolejnych, to Cassandra Clare jeszcze bardziej niż Meyer wpoiła mi, że czytanie jest uzależnieniem nieuleczalnym i że przepadłam w tym całkowicie. Ach, pamiętam jak wczoraj te śmieszne rysuneczki fangirlów Magnusa Bane'a na forum Shadowhunters (jak ktoś też je pamięta... tak, to m.in. ja byłam i rysowałam :). Czekanie na premierę, e-maile do Cassie, pisanie z ludźmi z forum... To było to. Najbardziej niezapomniana seria, jaką dane było mi przeczytać.


A czego nie ma?

Harry'ego Pottera nie ma. Jeśli powiedziałabym, że to on mnie ukształtował, to prędzej byłyby to filmy, które od kiedy dziecięciem byłam, zagorzale oglądałam. A książki poznałam dopiero w gimnazjum. Wstyd, wiem.
Gwiazd naszych winy nie ma. Ryczałam jak bóbr, ale były ważniejsze pozycje. Przepraszam, Green - jakbym złamała to moje szóstkowe wyliczanie (zboczenie niczym z greenowych powieści), Gwiazd naszych wina pewnie by wpadła na tę listę.
Wielkiego Gatsby'ego nie ma. Z tego samego powodu, co Greena.
Wiedźmina nie ma.  Z powodu powyższego oraz bo to fajna nawalanka, którą kocham, ale jakoś tak... nie ukształtowała mnie. Ale ilu ciekawych przekleństw się nauczyłam!

Jakie są Wasze najważniejsze książki?




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...