
Z
pewnością kojarzycie Ice Bucket Challenge (dla mnie Cumberbatch i
di Caprio wygrali), które obiegło cały świat. Wyzwanie było
szczytnym celem w walce z chorobą i przyjemnością dla fanowskich -
tych zarówno męskich, jak i damskich - oczu. Taka ogólnoświatowa,
nie bacząca na płeć Miss Mokrego Podkoszulka, tylko z ciekawym
celem i datkami na fundację. W otchłani Internetu krążyły różne
wyzwania - cynamonowe, piwne. I ostatnie, które mnie
zainteresowało: najważniejsze dla ciebie książki.
Zmierzch
Ja
wiem, w mej niezwykle rozwiniętej wyobraźni słyszę jęk sprzeciwu
i niedowierzania. A jednak! Bez tej - aktualnie dla mnie - dość słabej
tetralogii Meyer nie byłoby mowy o czytaniu książek poza
obowiązkowymi lekturami czy o założeniu bloga, tego konkretnego,
nad którym się teraz pastwię.
To była seria, która popchnęła mnie głębiej w książki, dosłownie i w przenośni. To dzięki niej teraz tutaj piszę, dzięki niej znam wspaniałych ludzi z ósemkowego humana, dzięki niej wiem, co chcę robić w przyszłości. O, no i nie wyrabiam z układaniem książek na półce. Ten Tetris jest męczący.
Percy
Jackson
Powinien pojawić się w tym zaszczytnym miejscu Harry Potter, ale jednak to Jackson - Jonson? Jefferson? - bardziej, o zgrozo!, zapadł mi w pamięć. Riordan wprowadził mnie w świat całkowicie nieznanych powieści przygodowych, które pokochałam od pierwszego wejrzenia w pachnące drukiem kremowe strony pierwszego tomu o synu Posejdona.
Otworzyłam się na zupełnie inne, bywało i że ciekawsze, gatunki. Pokazał mi, że w książkach nie tylko wampiry są ciekawe, ale że historia starożytności i mitologia może być świetną, ponadczasową zabawą. Zabawą w koniec świata, oczywiście. No i bez Riordana nie mogłabym godzinami paplać ze znajomymi o Nico, o Leo, o Krwi Olimpu... Mania, Ola, Dela - to o was!
Pod
kopułą
Tutaj
mogłabym wrzucić właściwie każdą książkę spod pióra mistrza
grozy Stephena Kinga, którą dane było mi przeczytać
- Stukostrachy, Carrie, Nocną zmianę, To. Ten
specyficzny, niepokojący styl Kinga poznałam dopiero niedawno i
czuję, że jeszcze wiele, wiele jego powieści przede mną. Pod
kopułą ukazało mi moje błędne myślenie; książki,
które uważałam za dopracowane i szczegółowe, stały się niczym
przy tej obszernej cegle.
Przegląd
Końca Świata: FEED
Ciężko mi pisać o tej konkretnie trylogii z bardzo prostego powodu: nie potrafię ubrać w słowa tego, jak bardzo ona mnie wciągnęła i jak bardzo ją sobie cenię. Mira Grant stworzyła bohaterów, którzy stali mi się naprawdę bliscy i przeżywałam z nimi każdą chwilę. FEED po prostu stało się częścią mnie.
Hobbit
Czytałam Władcę
pierścieni. Czytałam i czytałam. I czytałam. I czytałam
jeszcze troszkę. I stanęłam na dziesiątej stronie opisu lasu.
Kiedyś przeczytam, obiecałam sobie. A jako że wchodziła do kina
druga część Hobbita, to
postanowiłam Hobbita przeczytać. (Lepiej późno
niż wcale.) W końcu w takiej cienkiej książeczce o niepozornych
rozmiarach nie może być kilkudziesięciostronicowego opisu lasu...
prawda?
Nie było. Wpadłam. Tolkien jest cudownym opowiadaczem. Pokochałam fantasy - to mocne, z własnymi krainami. A nie to o brokatowych wampirach.
Dary
Anioła
Najważniejsze
zostawiłam na sam koniec, jako deser, albo nie!, jako wisienkę na
tymże deserze. Chociaż wciąż stoję na czwartym tomie i nie
śpieszno mi do kolejnych, to Cassandra Clare jeszcze bardziej niż
Meyer wpoiła mi, że czytanie jest uzależnieniem nieuleczalnym i że
przepadłam w tym całkowicie. Ach, pamiętam jak wczoraj te śmieszne
rysuneczki fangirlów Magnusa Bane'a na forum Shadowhunters (jak ktoś
też je pamięta... tak, to m.in. ja byłam i rysowałam :). Czekanie
na premierę, e-maile do Cassie, pisanie z ludźmi z forum... To było
to. Najbardziej niezapomniana seria, jaką dane było mi przeczytać.
A czego nie ma?
Harry'ego
Pottera nie ma. Jeśli powiedziałabym, że to on mnie
ukształtował, to prędzej byłyby to filmy, które od kiedy
dziecięciem byłam, zagorzale oglądałam. A książki poznałam
dopiero w gimnazjum. Wstyd, wiem.
Gwiazd
naszych winy nie ma. Ryczałam jak bóbr, ale były
ważniejsze pozycje. Przepraszam, Green - jakbym złamała to moje
szóstkowe wyliczanie (zboczenie niczym z greenowych powieści), Gwiazd naszych wina pewnie by
wpadła na tę listę.
Wielkiego
Gatsby'ego nie ma. Z tego samego powodu, co Greena.
Wiedźmina nie
ma. Z powodu powyższego oraz bo to fajna nawalanka, którą
kocham, ale jakoś tak... nie ukształtowała mnie. Ale ilu ciekawych
przekleństw się nauczyłam!
Jakie są Wasze najważniejsze książki?
Jakie są Wasze najważniejsze książki?