piątek, 25 sierpnia 2017

II kwartał 2017 roku w książkach

(Bardzo spóźnione podsumowanie!) Kolejny kwartał minął, a ja spędziłam sporo czasu nad książkami, zaniedbując ulubione seriale i czując mentalnego kaca po wszystkich staropolskich tekstach, które przeczytałam i zrozumiałam, zanalizowałam i zapamiętałam do egzaminu. Dlatego w tym podsumowaniu tych paru miesięcy znajdziecie wiele klasyki literatury polskiej, której mam już po dziurki w nosie i marzę o tym, by nigdy nie usłyszeć o Dworzaninie polskim chociażby. :)

Większość tytułów książek to odnośniki do pełnych recenzji. :)

Królestwo kanciarzy Leigh Bardugo okazało się udaną kontynuacją Szóstki wron; wyczekiwałam premiery i nie zawiodłam się, ciesząc słodko-gorzkim zakończeniem, którego, mam nadzieję, nie zniszczy autorka pisząc kolejny tom (nie ma go w planach, ale wiadomo, jak to bywa ostatnimi czasy...). Szklany tron to kolejna fantastyka, za którą się zabrałam za namowom absolutnie wszystkich (po tym, jak zakochałam się w Dworze cierni i róż, również Sarah J. Maas) i chociaż nie zachwyciła mnie typowo schematyczna fabuła i wyświechtane toposy, to jednak Maas potrafi związać czytelnika ze swoim uniwersum. Dlatego pochłaniam kolejne tomy — recenzje niedługo! Wszyscy patrzyli, nikt nie widział z kolei to najlepszy debiut literacki, jaki mi przyszło czytać. Nie będę wiele zdradzała, po prostu WARTO.


Buntowniczce z pustyni zawdzięczam zlecenie na zakładki, które się spodobały, więc będę mieć do tej książki wielki sentyment. Jednocześnie to świetna powieść nurtu young adult, która w fenomenalny sposób łączy Baśnie Tysiąca i Jednej Nocy z Dzikim Zachodem! Tysiąc odłamków ciebie, dla kontrastu, to raczej niewarta uwagi książka, której gatunek jest przekłamany, a sama fabuła niespecjalnie logiczna. Bo to miała być przygoda sci-fi, a mamy kolejny romans do kolekcji. Dla odmiany Moja Lady Jane, której dumnie patronuję!, to absurdalne napisanie historii tytułowej lady Jane Grey od nowa, z paroma zmianami, które sprawiają, że można rżeć ze śmiechu!


Karmin Agnieszki Meyer to również debiut, i choć nieidealny, to całkiem sympatyczny. Przede wszystkim bardzo nieoczywisty i podejmujący fascynujące mnie tematy, tak więc jeśli lubicie książki same w sobie, starodruki czy inkunabuły — polecam! Zapach domów innych ludzi to mądra opowieść o kilku nastolatkach żyjących w niezbyt przyjaznym klimacie Alaski. Ich wątki są skrajnie różne, ale splatają się pod koniec, tworząc piękną historię o nieporzucaniu nadziei. Z kolei Do trzech razy śmierć Alka Rogozińskiego, tak wychwalana powieść (która nie doczeka się recenzji) i teoretycznie zabawna, niespecjalnie mnie zachwyciła. Chyba spodziewałam się zbyt dużo kryminału w tej całej komedii, gdzie większość fabuły trzyma się jedynie na żartach (w większości zabawnych).

Zimowy monarcha to powieść bazująca na legendzie o Królu Arturze, która w niesamowicie realistyczny i historycznie poprawny (to znaczy, bez anachronizmów) przedstawia, jak naprawdę mogłoby być, gdyby Artur istniał. I chociaż mamy magów, nie brak tu Merlina, to jednak ta historia jest niesamowicie realistyczna na tle wszystkich powtarzanych o Arturze legend. Zgubna trucizna to retro kryminał, który podbił moje serce i chętnie zabiorę się za poprzednie tomy o będącym samozwańczym detektywem Janie Morawskim. Klimat Poznania z początku XX wieku — coś pięknego! 


Przejdźmy do zbliżonych moim studiom tekstów. Na początek Lubiewo Michała Witkowskiego, które... jest jakie jest. Dziwne, kontrowersyjne, niesmaczne i całkowicie zaskakujące. Nie wiem, czy nienawidzę tej książki, czy jest genialna w swojej idei. I nigdy się nie dowiem. Trzy po 33 w końcu skończyłam i była to dla mnie, bardziej skłaniającej się ku literaturoznawstwu niż językoznawstwu, fascynująca lektura. Panowie piszą tak zrozumiale i lekko, że to była jedna wielka przyjemność. Muszę nadrobić ich poprzednie książki! I Czekając na Godota, dramat na pograniczu absurdu i groteski, których nie trawię, a jednak... a jednak to oczekiwanie podczas lektury aż wywiercało mi dziurę w brzuchu. Rzadko dramaty tak na mnie oddziałują — warto przeczytać, w końcu klasyk literatury światowej! :)

I dodatkowo: Roksolanki Zimorowica (miło się czytało o miłości i jej różnych odmianach, nawet wierszem!), Sielanki innego Zimorowica (czy wspominałam, że WIELBIĘ sielanki? Zwłaszcza takie?), część Pieśni, Fraszek i cała Odprawa posłów greckich Jana Kochanowskiego, księga pierwsza Dworzanina polskiego (nie wspominajmy o tym bełkocie, błagam), Wyprawa plebańska z literatury sowizdżalskiej (coś cudownego!!!), Kazania sejmowe Piotra Skargi, Nadobna Paskwalina, Wojna chocimska (nigdy więcej), poezja Morsztyna i wielu innych... Lista lektur była długa. A ja je w większości przeczytałam i nie umarłam. To dobrze wróży na przyszłość! :)


A jak wasze lektury z ostatnich trzech miesięcy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...