Piasek
po horyzont, palące słońce, brudne saloony i wszechobecna broń —
to coś charakterystycznego dla Dzikiego Zachodu. W takim właśnie
klimatycznym, choć zapomnianym przez świat miasteczku Dustwalk
wychowuje się nastoletnia Amani Al'Hiza. Z drugiej strony mamy
Sułtana władającego tym krajem, wielbłądy, karawany, i legendy i
mity o Dżinach, wszystko to niczym wyjęte z Baśni Tysiąca i
Jednej Nocy. Połączenie dziwne, na pierwszy rzut oka zbyt
kontrastowe, ale uwierzcie — Buntowniczce z pustyni pasuje
idealnie.
Amani
Al'Hiza nie ma prawa głosu. Nie ma prawa do niczego, bo urodziła
się jako kobieta. Żyje w Dustwalk z surowym wujostwem, a jedyne, o
czym marzy, to opuszczenie tego zapuszczonego miasta i wyruszenie do
stolicy, gdzie ma zamiar rozpocząć nowe życie. Ale nie zrobi tego
bez pieniędzy, a tych ma zdecydowanie za mało; decyduje się na
wzięcie udziału w turnieju strzeleckim, który zmieni jej życie
całkowicie. Pojedynek na celność, łapanie piaskowego, mitycznego
Buraqui, gorączkowa ucieczka i ukrywanie poszukiwanego przez
sułtańską armię zbiega to tylko początek jej własnej historii.
Tej, o której byciu częścią marzyła tak długo.
Alwyn
Hamilton łączy kulturę Dzikiego Zachodu z egzotycznym Wschodem w
bardzo ciekawy sposób. Mamy tu hierarchię i mitologię inspirowaną
wschodnią, mamy Sułtana i jego harem, niebezpieczną pustynię i
karawany sunące wolno po gorącym piasku. Większość świata
przedstawionego przywodzi na myśl Aladyna czy Szeherezadę. A jednak
fabularnie przypomina western — mnogość broni, talent Amani do
strzelania z rewolweru, bary przypominające saloony i chyba
najbardziej kojarzący się mnie z Dzikim Zachodem motyw walki w
pociągu, z różnych powodów wiozącym coś dla bohaterów cennego.
To
Amani jest narratorką tej historii, trudno więc nie poczuć do niej
odrobiny sympatii. Jest dobrą obserwatorką rzeczywistości, przez
co z łatwością można zbudować wizję otaczającego ją,
specyficznego świata. W duecie z Amani mamy Jina, wspomnianego
wcześniej poszukiwanego zbiega. Dwójka młodych osób podróżująca
razem, jak w każdym young adult, wymaga schematu wyświechtanego, a
wciąż przynoszącego emocje czytelnikowi, który lubi szczyptę
(lub nawet trochę więcej niż szczyptę) romansu w powieści. A
ponadto autorka serwuje rozbudowaną (choć dla mnie wciąż za mało)
mitologię, w usta bohaterów wrzucając mity i legendy dotyczące
powstania świata i mitycznych istot go zamieszkujących.
Buntowniczka
z pustyni wieloma wątkami kontynuuje schemat powieści z nurtu young
adult: młoda dziewczyna pragnąca wyruszyć w świat, tajemniczy
mężczyzna, który jej towarzyszy, bunt i rebelia w państwie,
pragnienie lepszej władzy i szczypta magii, sprawiająca, że zwykła
bohaterka już nie jest taka zwykła. Alwyn Hamilton ubiera te
schematy w kolorowe jedwabie, dodaje garść Dżinów i innych
pustynnych, mitycznych stworzeń, fabułę opiera o znany nam Dziki
Zachód i... wychodzi powieść, której wydarzenia absorbują i
czeka się tylko na to, co będzie dalej. Nie mogę się doczekać lektury Zdrajcy tronu!
Recenzja
we współpracy z wydawnictwem Czwarta Strona.