Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego - komu nie obiło się o uszy słynne powiedzenie nieodzownie związane z elitarnymi żołnierzami króla Francji, Muszkieterami?
Stacja
BBC luźno czerpie z literackiego pierwowzoru przy produkcji swoich
seriali bazujących na powieściach - i jednocześnie robi tak
umiejętnie, że większość seriali jest świetna pomimo wielu
różnic między adaptacją i książką. Tak było z Sherlockiem:
przeniesienie Holmesa do współczesnych czasów było ich najlepszą
decyzją. Skuszona ich pomysłowością i w iście muszkieterskim
nastroju, świeżo po przeczytaniu powieści Dumasa, rozpoczęłam
moją serialową przygodę z d'Artagnanem i muszkieterami.
D'Artagnan
podczas postoju w podróży jest świadkiem napadu na karczmę, w
której on i jego ojciec się zatrzymali. Jego ojciec zostaje
zamordowany przez zamaskowanego mężczyznę przedstawiającego się
jako Atos z królewskich muszkieterów. Młody Gaskończyk wyrusza do
Paryża, by dokonać zemsty na mordercy, tym samym trafiając w świat
pełen intryg, knowań, walk i oczywiście muszkieterów.
Muszkieterowie
są serialem BBC, a to oznacza, że daremnie jest wypatrywać
zgodności historycznej czy - jak wspomniałam - fabularnej, jeśli o
powieść Dumasa chodzi. Sęk właśnie w tym, że BBC nie stara się
nawet zachować realiów (chociaż anachronizmów nie uświadczymy)
czy stworzyć fabułę poważną, ciężką i taką, której
znajomością możemy się chwalić w elitarnym towarzystwie, bo nie
na tym polega urok tej stacji. Fabuła jest dosyć prosta, choć
wielowątkowa, bywa niedorzeczna, zdarza się być miejscami nawet
kiczowata, ale nie to jest ważne dla oglądającego, bo i tak
jedyne, o czym się myśli, oglądając Muszkieterów, to o
muszkieterach właśnie, ich wzlotach, upadkach i miłostkach
większych i mniejszych.
Czy to
wada? Dla niektórych, owszem. Przeświadczenie, że usiądziemy i
obejrzymy coś edukacyjnego, co nauczy nas paru rzeczy o
siedemnastowiecznym Paryżu, sprawi, że Muszkieterowie nie będą
już świetni, bo to serial rozrywkowy, a nie edukacyjny. Historyk
pewnie nie raz i nie dwa złapie się za głowę nad rozwiązaniami
fabularnymi i realiami, ale przeciętny widz będzie chichotał,
śmiał się i płakał z bohaterami, nie przejmując się tym, że
królowa Francji jest zbyt swobodna, a dwór nijako przedstawiony.
Sezonem
pierwszym nie zawładnął, jak wydawałoby się, d'Artagnan, główny
bohater, wokół którego kręci się cała fabuła, ale Atos
(którego już w powieści Dumasa darzyłam ogromną sympatią; ja
ogólnie lubię tych cichych i tajemniczych) i jego przeszłość. Te
wątki nie były najlepsze, a Mammie McCoy sztucznie zagrała Milady
de Winter i chociaż urodą grzeszy, to nijak pasowała do
siedemnastego wieku. Ale wystarczy jedno spojrzenie na te ogromne,
pełne melancholii oczęta Toma Burke i jesteśmy kupieni. Ja byłam,
już kiedy po raz pierwszy go zobaczyłam.
Mamy tego cichego, spokojnego i trzymającego wszystkich razem, ale nie tylko on tworzy trio znanych muszkieterów. Aramis to zupełnie jego przeciwieństwo, chociaż i jego serce nie umknęło przed złamaniem. Nie wiem, skąd wynaleźli tak pociesznie wyglądającego i tak cudownie grającego aktora, ale niech robią to częściej. W gruncie rzeczy Aramis to kochliwy, wrażliwy na piękno mężczyzna, ale też bardzo sympatyczny i dowcipny, idealne zrównoważenie Atosa i jego niezbyt chwalebnej przeszłości.
Luźną interpretację powieści Dumasa widać na przykład w postaci Portosa. O ile kiedy inni próbowaliby umieścić w roli Portosa - lubiącego wypić wesołka - mulata, byłoby niezręcznie, o tyle BBC nie dość, że to zrobiło, to jeszcze wyeksponowało to w jednym z odcinków, idealnie okręcając fabułę wokół pochodzenia - podkoloryzowanego, jak to u BBC - Portosa. Nie jest on najciekawszym ani najlepszym z muszkieterów, a jednak trudno go nie lubić chociaż odrobinę.
Inaczej
ma to się do Petera Capaldi, który odgrywa rolę mrocznego
intryganta na dworze francuskim, kardynała Richelieu. Uwielbiam
Capaldiego, nie mogę się napatrzeć na niego we filmach i
serialach, w których gra, i tutaj też nie mogłam. Nie dość, że
jego ubrania były idealnie zgrane z charakterem postaci - chociaż
ja mam słabość do strojów z epoki - to jeszcze ta mina, ta
chłodna bezwzględność i intryganctwo wypisane na twarzy...
Capaldi jest dobry w tej roli, tak dobry, że go nienawidzę. Richelieu nienawidzę, oczywiście. Dobry jest też Ludwik XIII, który
nie radził sobie z samodzielnymi rządami i po prostu nie był
dobrym królem, nie był do tego przygotowany. Ryan Cage bywa
dziecinnie uroczy będąc Ludwikiem - kiedy narzeka na nudę panującą
na dworze i na obowiązki, kiedy wybiega w iście dziecięcy sposób
z sali, kiedy coś bardzo mu się nie podoba - ale też irytujący,
bo król zatrzaskujący drzwi przed nosem, krzycząc To
niesprawiedliwie! to lekka przesada.
Postaci
kobiece również zasługują na uwagę, ponieważ są ge-nial-ne. W
większości. Konstancja Bonacieux, podobnie jak Atos, zagarnia dla
siebie ten sezon, chociaż wydawałaby się nieciekawą, nudną,
zwyczajną mężatką. Tymczasem jest jedną z barwniejszych i
sympatyczniejszych postaci w całym serialu. Podbija serca swoją
prostotą. I nie jest ani trochę irytująca, chociaż ciągle
przewija się przez ekran i bierze udział w życiu muszkieterów.
Królową Francji możemy często obserwować na ekranie, ale
zazwyczaj jest bierna i stoi z tyłu, robiąc za bardzo ładne tło.
Ma jeden odcinek, by ludzie ja pokochali, i wykorzystuje go, nie
robiąc więcej niż zwykle, będąc po prostu królową. Ma swoje
momenty, chociaż skąpią ich. Oby w kolejnym sezonie było ich
więcej. Albo Ninon - postać epizodyczna, a napisana tak zręcznie, że słów brak.
A
Milady de Winter to pomyłka. Nie będę się rozwodziła nad tym,
jak nie pasuje do roli, jak sztucznie gra i jak bardzo uwiera mnie
jej wygląd w retrospekcjach. Po prostu to była nieodpowiednia
aktorka w nieodpowiedniej dla niej roli.
Jak
wspominałam, fabuła bywa niedorzeczna, ale wydawało się
momentami, że twórcy odbierają nieco uroku i elementu zaskoczenia
odcinkom. Były odcinki dobre, na których siedziało się z oczami
wbitymi w ekran, i mniej dobre z powodu... złego montażu, złej
chronologii, usunięcia zaskoczenia... Każdy odcinek miał coś w
sobie, ale najbardziej bolało mnie zakończenie sezonu pierwszego,
które co prawda dokończyło większość wątków i dalej mogłoby
nie być kolejnego sezonu (a jest, uff). Gdyby sceny inaczej
zmontowano, gdyby od początku nie odkryto wielkiego plot twistu
(czyli takiego zakręcenia akcji), gdyby pozorowano inny bieg
wydarzeń niż był w rzeczywistości, moja szczęka byłaby na ziemi
dokładnie tak, jak w ostatnim odcinku drugiej serii Sherlocka - i
nawet z podobnego powodu. Szkoda bardzo, że zrezygnowali z takiego
rozwiązania, ale z drugiej strony może ktoś posądzałby BBC o
wałkowanie tych samych wątków w różnych serialach...
Muszkieterowie
to serial, który oglądamy dla bohaterów, po to, by im kibicować,
głaskać po główce tych smutnych (Atosa), rozczulać się nad tymi
dowcipnymi (Aramisem), śmiać się z tymi wesołkami (Portosem) i
pochłaniać (wzrokiem) jak ciasteczko tych ślicznych (d'Artagnan oczywiście).
Nie szukajcie czegoś ponad rozrywkę, bowiem nie znajdziecie
niczego. To nie ten typ serialu. Miałam kaca serialowego, bo nie
byłam w stanie oglądać odcinków jak kiedyś, a po Muszkieterach
nabrałam ochoty na powrót do nałogu. Dzięki, muszkieterzy! Kocham
was!
Polecam.
Dziesięć odcinków to niewiele, a mijając w zastraszającym
tempie!