niedziela, 6 lipca 2014

Ukryta brama | Eva Voller

Podróże w czasie to wspaniały wymysł, który śledzę z namiętnością od jakiegoś czasu. Od Johna Titora, po Doctora Who i powieści młodzieżowe, takie jak trylogia Evy Völler czy Kerstin Gier. Ta ostatnia znajduje się u mnie na podium tej tematyki i nie zejdzie jeszcze długo, ale książki Evy Völler wspinały się i wspinały, i w końcu zajęły zaszczytne drugie miejsce. Dzięki genialnemu zakończeniu – bez przedłużeń i zapychaczy akcji, historia Anny i Sebastiano została zakończona ze smakiem. Tak w idealnym momencie.

Tym razem celem podróży Anny i Sebastiano jest XIX-wieczny Londyn. Jednak jest inaczej niż poprzednio – José jest bardziej enigmatyczny i małomówny niż zwykle podczas prób wyciągnięcia z niego informacji. Wiadomo jedno: to będzie ich najniebezpieczniejsza misja. Jeden ze Starców ma niecny plan; między innymi zamierza zniszczyć wszystkie bramy czasu. A to oznacza, że jeśli się nie powiedzie, Anna i Sebastiano na zawsze zostaną w XIX-wiecznym Londynie jako brat i siostra...

Ukryta brama posiada wszystko, czego brakowało mi w poprzednich częściach. José przestał być taką tajemniczą personą i zaczął w końcu mówić coś więcej niż dwa zdania na raz. Również Anna i Sebastiano nie irytowali – ich romans w tym tomie mógłby być przykładem dla tych wszystkich powieści z trójkątem miłosnym w tle. Eva Völler dała świetny popis swoich umiejętności fabułotwórczych, rzucając tę uroczą parę w wir niebezpiecznych zdarzeń. W poprzednich częściach para ta ciągle miała podchody: ona go kocha, ale się nie przyzna, on ją lubi, ale jej nie powie; potem: on nie wie, kim ona jest, ale ona dalej go kocha. Tutaj są już razem i podchody nie przerywają akcji. A dzieje się bardzo dużo!

Wydaje mi się, że autorka miała najlepszy pomysł na ten tom i dopracowała go najbardziej ze wszystkich. Pojawiły się drobne elementy, nieważne szczegóły, które dopiero z czasem nabierały głębszego znaczenia – uwielbiam taki zabieg. Coś nieistotnego mogło zaważyć na misji Anny i Sebastiano, niczym efekt motyla. Każde wydarzenie było ważne i Eva Völler nie wcisnęła do Ukrytej bramy żadnych zapychaczy między jednym zwrotem akcji a drugim.

Tematyka podróży w czasie jest jedną z moich ulubionych. Kiedy pojawia się książka z takim motywem, po prostu muszę się z nią zapoznać. Wiem, że nie jestem odosobniona w swoim uwielbieniu. Trylogia Evy Völler jest jedną z lepszych na polskim rynku wydawniczym podejmujących tę właśnie tematykę. Ponadto nie musicie bać się o długie i wyczerpujące wykłady o paradygmatach i paradoksach (chociaż ja bym nie narzekała) – Anna nie ogarnia fizyki, a jakoś podróżuje, więc i my nie musimy jej ogarniać. Mój wewnętrzny nerd lubi takie wywody, ale ich brak nie sprawia, że Ukryta brama jest gorsza. Jest tylko lżejsza – taka miła książka w sam raz na letnie poranki w ogrodzie. Nie trzeba się wysilać podczas czytania, a przygody Anny i Sebastiano odprężają – o ile nie zżywacie się za bardzo z bohaterami. 

Ukryta brama pozostawiła mnie w stuporze. To bardzo dobra, świetnie napisana seria, której fabuła jest raz lepsza, raz gorsza – ale przecież niewiele jest książek idealnych od początku do końca. Są serie, które spokojnie mogłyby skończyć się na trzech tomach i nikt by nie narzekał, a ciągną się przez kilkanaście części. Są też serie, które kończą się na trzech tomach, a spokojnie mogłyby mieć kontynuację – i jedną z takich serii jest ta Evy Völler. Świat podróży w czasie wykreowany przez nią jest niezwykły i, rzekłabym, magiczny. Swoje uroki ma też dziewiętnastowieczny Londyn, opisany bardzo ciekawie i jak na moje amatorskie oko, zgodnie z ówczesnymi realiami. Ukryta brama jest idealnym zwieńczeniem tej trylogii, chociaż zakończenie jest zaskakujące i nasuwa myśl, że autorka miała pomysł na kolejny tom. Jednak i bez niego ta historia całkowicie da sobie radę. Jest ciekawa, dobrze napisana i dopracowana.
(No i nie ma trójkątów!)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...