Nie
jestem w stanie przeżyć bez muzyki
Ponad
doba bez słuchawek w uszach na chociażby jeden kawałek Marsów czy
Arctic Monkeys to dla mnie przekleństwo. Na każde wyjście z domu –
czy to na dziesięć minut do sklepu i z powrotem, czy to na godzinną
podróż autobusem do szkoły – zabieram słuchawki i naładowany
do pełna telefon. Cierpię, gdy bateria się rozładowuje, a ja
muszę iść bez jazgotu w uszach.
Nie
śmiejcie się, to całkiem nieśmieszne, słyszycie? No dobra, nie
do końca. Uwielbiam wyjustowany tekst, według mnie wtedy wygląda
najładniej i najczytelniej. Pisząc, ręcznie również, odruchowo
go justuję. Może i jestem na profilu humanistycznym, ale pewne
informatyczne skrzywienia posiadam. :)
Ja,
czytelniczka z bożej łaski ( (c) moja polonistka), zaczęłam
czytanie bestsellerowej trylogii Suzanne Collins od... Kosogłosa,
ostatniego tomu. To było bardzo głupie, ale Kosogłosa
wygrałam w jakimś konkursie, a aktualnie w domu nie było nic
zdatnego do czytania. Jakoś samo wyszło. Rok później dopiero
przeczytałam trylogię w prawidłowej już kolejności. I zakochałam
się w niej, pomimo że znałam zakończenie od dawna.
To
tu, to tam osoby czytające mojego bloga wspominają, że ładnie
rysuję. Dziękuję! Naprawdę miło czyta mi się te komentarze. W
zasadzie wszystkie rysunki, które zawitały na blogu przy okazji
cyklu diy czy instagramowych kolaży, to moje rysunki. Rysuję
głownie fanarty, i do tego w większości w dość
komiksowo-mangowym stylu. Tak, ten rysunek powyżej jest mój. :)
Dotychczas rysowałam tylko mangowo, postacie z różnych anime, ale
przekonałam się do bazgrania moich ulubionych literackich
bohaterów. Sporo Nico di Angelo ostatnimi czasy mi przybyło.
Rozpoczęłam
zbieranie pieniędzy (m.in. dlatego zarządziłam w moim domu
książkową wyprzedaż; ale marnie mi to idzie) na koszulkę z
grafiką Nie golę się dla Szczepana Holewy i na Międzynarodowy
Festiwal Gier i Komiksu w Łodzi, gdzie są prawdziwe cuda do
nabycia. Moje geekowe serduszko szaleje.
Ponadto
posiadam i noszę naszyjnik Bonnie z Pamiętników wampirów,
naszyjnik z symbolem egzorcystów z Ao no Exorcist oraz mój świeży
jeszcze nabytek, najnowsze dziecko – znak alchemików z Fullmetal
Alchemist. Kocham go!
Bynajmniej
nie tego zagranicznego. Na dniach Strykowa był nasz polski,
discopolowy Akcent i pilnując mojej szalonej – dosłownie! –
mamy oraz cioci, jakimś dziwnym, nieszczęśliwym zbiegiem
okoliczności znalazłam się w tłumie fanów czekających przed
bramą wjazdową na targowisko. W samym centrum apokalipsy. W
zasadzie mogłam się poczuć jak na koncercie Biebera, jeśli
przymknęłabym oko na średnią wieku 40 lat.
Poważnie!
Miał urodziny, kupiłyśmy mu różowy tort z logo Hannah Montana, a
ja... po prostu mu się oświadczyłam. Powiedzmy. Uklękłam i
wyjąwszy pudełko wyłożone czerwonym pseudoaksamitem, zapytałam:
Podbijesz ze mną świat? A w pudełku ładnie błyszczał pierścień
z Władcy pierścieni. Wiecie, ten, przez któryFrodo przez trzy
książki idzie na górę.
PS
Tak, podbije ze mną świat. Chyba.
45%
przyjazdów mojego autobusu – linia do mojego miasta jest jedna –
to spóźnienia, minimum dwudziestominutowe. Drugie 45% to dziwne
sytuacje: pijani pasażerowie, (zbyt) zapaleni kibice, płonące i
dymiące opony, plujący Cyganie, rozwalający się doszczętnie
autobus, brak paliwa na środku pola... Te 10% to cudy.
Witamy
w Łodzi!
Zbiegiem
okoliczności, w moim domu nie ma żadnych mężczyzn. Nawet koty to
samice!
1.
faza – całkowita głupawka;
2.
faza – okres czasu, często powtarzający się cyklicznie,
charakteryzujący się chorą wręcz obsesją i uwielbieniem do dzieł
literatury, filmu bądź ich bohaterów.
Obie
fazy miewam – jednorazowo albo cyklicznie. Głupawkę mam przez
większość życia. Aktualnie fascynuję się Zwiadowcami – i nie
przestanę dopóki nie przeczytam ostatniej kropki na końcu
ostatniego zdania z ostatniej strony ostatniego tomu. Niedawno miałam
nawrót riordanizmu, ale po tysiącu rysunków z Nico jakoś mi
przeszło. Jako że telewizja co dwa tygodnie puszcza Pottera,
wspominam całą serię... Jak tu nie obejrzeć, skoro sam się pcha?