niedziela, 22 czerwca 2014

Zwiadowcy: Ruiny Gorlanu | John Flanagan


Ominął mnie cały szał na Zwiadowców, niecierpliwe oczekiwanie na kolejne tomy ten długiej serii i zachwycanie się książkami Johna Flanagana. Nie uczestniczyłam w może nie ogromnym, ale jednak sporym bum! na Zwiadowców. I do niedawna nawet o serii nie pamiętałam – przewijała się to tu, to tam, ale nigdy jakoś nie zaciekawiła mnie. Wydawało mi się, że jest nie dość, że skierowana do raczej młodszej młodzieży i infantylna, to jeszcze dla chłopaków. Jednak Harry'ego Pottera – napisanego dla młodzieży – czytają osoby dorosłe, więc co mi szkodziło przeczytać? Jeszcze nigdy tak się nie pomyliłam w kwestii książki, jeszcze nigdy tak bardzo nie żałowałam, że zbyt późno przeczytałam książkę. Bycie hipsterem się nie opłaciło.

Will jest sierotą, podobnie jak pozostała czwórka podopiecznych barona. Jego matka zmarła przy porodzie, zaś jego ojciec – w przekonaniu Willa – był potężnym rycerzem, który umarł na polu bitwy. Baronowi podopieczni stają przed Wyborem; muszą wybrać swój zawód spośród możliwych. Will chce upamiętnić swojego ojca i pragnie dostać się do Szkoły Rycerskiej. Jednak z niskim wzrostem i drobną posturą nie nadaje się na prawdziwego rycerza. Jego umiejętności w skradaniu się i wspinaczce dostrzega najbardziej niepokojąca osoba w lennie, Halt, Zwiadowca. Chłopak dołącza do enigmatycznego Korpusu Zwiadowców, ucząc się sekretnych umiejętności. W międzyczasie na terenie królestwa pojawiają się niebezpieczne, żądne krwi stwory pod dowództwem największego wroga całego Araluenu. Will i Halt ruszają, by je wytropić.

Zwiadowcy są jak Percy Jackson zmiksowany z Hobbitem w średniowiecznym uniwersum. To bardzo dobra, lekko napisana książka przygodowa, wciągająca w swój świat każdego, kto zacznie ją czytać. Pod warunkiem, że lubi przygodówki. Początek Ruin Gorlanu mógłby wydawać się nieco nudny – przez sporą część powieści opisywane jest jedynie szkolenie Willa, bez żadnych oszałamiających zwrotów akcji. Mógłby, gdyby nie sposób, w jaki został napisany. Och, gdyby autorzy podręczników szkolnych pisali z takim polotem i lekkością, z pewnością zaglądałabym do nich częściej!

John Flanagan ma niebywałą zdolność do niezwykle ciekawego opisywania sytuacji całkowicie zwykłych i bywa, że nawet nudnych. Przy tym posiada też bardzo dobre wyczucie – wie, kiedy należy popchnąć akcję niespodziewanym wydarzeniem, by czytelnik nie zanudził się opisami szkolenia Willa. Wie, kiedy wrzucić w usta którejś z wyrazistych, ważnych postaci słowa przełamujące jednolitość zdarzeń. Na koniec: wie, jak tworzyć postacie idealne do tego typu powieści. Zarówno Will i Horace, jak i sir Rodney czy, oczywiście, Halt, są postaciami, które swoją wyrazistością i charakterem intrygują. Zwłaszcza Halt. Chociaż możliwe, że moje zdanie wynika z uwielbienia do tajemniczych, ponurych postaci.

Przeczytałam zaledwie pierwszy tom, ale przeczuwam, że kolejne tylko utwierdzą mnie w przekonaniu o świetności tej serii. Ruiny Gorlanu czytało się niezwykle przyjemnie, nie dostrzegłam żadnych niejasności w fabule czy rażących błędów, będąc tak bardzo zaintrygowana fabułą, że nie miałam czasu po prostu takowych poszukać. Zwiadowcy na pierwszy rzut oka wydają mi się przyjemną serią przygodową, która zapewnia rozrywkę na długi, długi czas, patrząc na liczbę tomów. Johnowi Flanaganowi jednego nie można odmówić – umie pisać i umie sprawić, że postaci i wydarzenia wręcz ożywają przed oczami czytelnika. A Ruiny Gorlanu to tylko początek wspaniałej przygody.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...