Ominął
mnie cały szał na Zwiadowców, niecierpliwe oczekiwanie
na kolejne tomy ten długiej serii i zachwycanie się książkami
Johna Flanagana. Nie uczestniczyłam w może nie ogromnym, ale jednak
sporym bum! na Zwiadowców. I do
niedawna nawet o serii nie pamiętałam – przewijała się to tu, to tam, ale nigdy jakoś nie zaciekawiła mnie. Wydawało mi się, że
jest nie dość, że skierowana do raczej młodszej młodzieży i infantylna, to
jeszcze dla chłopaków. Jednak Harry'ego Pottera –
napisanego dla młodzieży – czytają osoby dorosłe, więc co mi
szkodziło przeczytać? Jeszcze nigdy tak się nie pomyliłam w
kwestii książki, jeszcze nigdy tak bardzo nie żałowałam, że
zbyt późno przeczytałam książkę. Bycie hipsterem się nie
opłaciło.
Will
jest sierotą, podobnie jak pozostała czwórka podopiecznych barona.
Jego matka zmarła przy porodzie, zaś jego ojciec – w przekonaniu
Willa – był potężnym rycerzem, który umarł na polu bitwy.
Baronowi podopieczni stają przed Wyborem; muszą wybrać swój zawód
spośród możliwych. Will chce upamiętnić swojego ojca i pragnie
dostać się do Szkoły Rycerskiej. Jednak z niskim wzrostem i drobną
posturą nie nadaje się na prawdziwego rycerza. Jego umiejętności
w skradaniu się i wspinaczce dostrzega najbardziej niepokojąca
osoba w lennie, Halt, Zwiadowca. Chłopak dołącza do enigmatycznego
Korpusu Zwiadowców, ucząc się sekretnych umiejętności. W
międzyczasie na terenie królestwa pojawiają się niebezpieczne,
żądne krwi stwory pod dowództwem największego wroga całego
Araluenu. Will i Halt ruszają, by je wytropić.
Zwiadowcy są
jak Percy Jackson zmiksowany z Hobbitem w
średniowiecznym uniwersum. To bardzo dobra, lekko napisana książka
przygodowa, wciągająca w swój świat każdego, kto zacznie ją
czytać. Pod warunkiem, że lubi przygodówki. Początek Ruin
Gorlanu mógłby wydawać się nieco nudny – przez sporą
część powieści opisywane jest jedynie szkolenie Willa, bez
żadnych oszałamiających zwrotów akcji. Mógłby, gdyby nie
sposób, w jaki został napisany. Och, gdyby autorzy podręczników
szkolnych pisali z takim polotem i lekkością, z pewnością
zaglądałabym do nich częściej!
John
Flanagan ma niebywałą zdolność do niezwykle ciekawego opisywania
sytuacji całkowicie zwykłych i bywa, że nawet nudnych. Przy tym
posiada też bardzo dobre wyczucie – wie, kiedy należy popchnąć
akcję niespodziewanym wydarzeniem, by czytelnik nie zanudził się
opisami szkolenia Willa. Wie, kiedy wrzucić w usta którejś z
wyrazistych, ważnych postaci słowa przełamujące jednolitość
zdarzeń. Na koniec: wie, jak tworzyć postacie idealne do tego typu
powieści. Zarówno Will i Horace, jak i sir Rodney czy, oczywiście,
Halt, są postaciami, które swoją wyrazistością i charakterem
intrygują. Zwłaszcza Halt. Chociaż możliwe, że moje zdanie
wynika z uwielbienia do tajemniczych, ponurych postaci.
Przeczytałam
zaledwie pierwszy tom, ale przeczuwam, że kolejne tylko utwierdzą
mnie w przekonaniu o świetności tej serii. Ruiny
Gorlanu czytało się niezwykle przyjemnie, nie dostrzegłam
żadnych niejasności w fabule czy rażących błędów, będąc tak
bardzo zaintrygowana fabułą, że nie miałam czasu po prostu
takowych poszukać. Zwiadowcy na pierwszy rzut oka wydają mi się przyjemną serią przygodową, która zapewnia rozrywkę na długi, długi czas, patrząc na liczbę tomów. Johnowi Flanaganowi jednego nie można odmówić – umie pisać i umie sprawić, że postaci i wydarzenia wręcz ożywają przed oczami czytelnika. A Ruiny Gorlanu to tylko początek wspaniałej przygody.