środa, 7 maja 2014

Niezgodna | 2014



Pójście na Niezgodną było czystym przypadkiem. Ja i trzy koleżanki pragnęłyśmy oderwania się od szkoły i wyszło, że idziemy na lody i pogaduchy z jakimś filmem w międzyczasie. Miał to być Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz, lecz facet w obcisłych rajtkach, chociaż lubiany przez jedną drugą naszego grona, został spacyfikowany na rzecz Niezgodnej. Czytałam już książkę i była nawet niezła pomimo oczywistych inspiracji Igrzyskami śmierci. Można byłoby na jej podstawie nakręcić spektakularny film, pełen efektów specjalnych i widowiskowych walk. Ważni Ludzie kupujący prawa do ekranizacji Niezgodnej pewnie też tak pomyśleli i już słyszeli ten szelest pieniędzy wędrujących z portfeli nastolatków na ich konta bankowe. Aż tak spektakularnie nie było, ale nie żałuję że obejrzałam ten film. Było fajnie. Tak podsumowałabym ten seans.

Fabuła jest dość prosta: mamy pięć frakcji. Altruizm – bezinteresowni ludzie, pomagający każdemu, najpierw myślą o innych, a dopiero na końcu o sobie. Serdeczność – uprawianie roli, nieodłączny uśmiech na twarzy, radość życia. Erudycja – mądrość, inteligencja, wynalazki. Prawość – prawda, prawda i tylko prawda, z ich ust nie wyszło ani jedno kłamstwo. I Nieustraszoność – zero strachu, zero lęku, niebezpieczeństwo i kaskaderskie wyczyny. Beatrice Prior jest Altruistką.
To ważny dzień dla młodzieży w Chigaco. Kroplą swojej krwi muszą zapieczętować swój wybór – którąkolwiek frakcję wybiorą, nie ma powrotu. A przed wyborem czeka ich test. Test może pomóc z wybraniem frakcji, pokazuje jedynie predyspozycje. Ale nie na podstawie jego katalogowani są ludzie. Beatrice zdaje test z przerażającym wynikiem. Jest Altruistką. I jest Nieustraszoną. Pasuje do więcej niż jednej frakcji. A takich jak ona, Niezgodnych, się eliminuje.

Przez chwilę myślałam, że tylko my będziemy w sali kinowej, ale w końcu podczas reklam dołączyło jeszcze parę osób. Cisza, spokój i film, którym mogłam się napawać. Przede wszystkich zachwyciły mnie tła, krajobrazy i widoki zdewastowanego, pozornie nowoczesnego Chicago. Nie mogłam się napatrzeć na łąki i pola przedstawiane w filmie. Z jednej strony tak bardzo nie pasowały do nowoczesnej przyszłości, ale takie rzeczy zauważa się dopiero po filmie. Ciekawie przedstawiono kwaterę Nieustraszonych i chrzest bojowy nowicjuszy – inaczej, niż sobie wyobrażałam podczas lektury, aczkolwiek pasował do przedstawionej rzeczywistości. Pomijając ładne widoki, nic raczej mnie nie zaskoczyło na tym polu. Film jak film, żadnych eksperymentów z formą, typowy amerykański rozrywkowy i naprawdę dobry film dla nastolatek.




Są tacy aktorzy, na których patrzę i mówię: tak, to będzie idealny aktor do tej roli. Są i tacy, których z chęcią wywaliłabym z planu filmowego, razem z mądralą, który ich zatrudnił. Ale jest i trzecia opcja! Aktorzy, którzy ni w ząb nie pasują do wizerunku danej postaci na zdjęciach czy plakatach. Za to w filmie, w ruchu, w akcji... Cuda się dzieją, proszę Państwa, bo okazują się być świetni. Theo James wydawał mi się za stary, za poważny, za dorosły. W końcu to film skierowany głównie do nastolatek... Jedynym jego atutem było ładnie wyrzeźbione ciało. Która dziewczyna w końcu nie lubi na takie ładne mięśnie popatrzeć? A tutaj szok – z minuty na minutę aktor wcielający się w Cztery był coraz lepszy. I coraz bardziej mi się podobał w tej roli.

Nieco mniej do gustu przypadła mi Shailene Woodley. Podobała mi się, ciekawie zagrała Beatrice, pasowała do tej roli i dała sobie radę, ale mimo wszystko pierwsze miejsce na podium na Theo James. Shailene nie była wiele gorsza i przekonałam się do niej jako do aktorki. Już nie muszę się bać o moją kochaną książkę Gwiazd naszych wina i jej ekranizację – podoła roli. Inni aktorzy zostali jakoś zepchnięci na dalszy plan. Na dużo dalszy plan. Ani mnie ziębili, ani mnie grzali. Ot, byli i nie wchodzili dwójce głównych bohaterów w paradę częściej niż było w scenariuszu.




Sama fabuła nie została okrojona, chociaż oczywiście całej książki ze wszystkimi szczegółami nie zmieści się w filmie. Wszystko było idealnie jak w książkowym pierwowzorze. Reżyser nie odbiegł od książkowej akcji zanadto, po prostu dla mnie przedstawił on tę książkę na ekranie bez żadnych fabularnych zmian, co się chwali. Pod względem wierności Niezgodna zajmuje pierwsze, drugie i trzecie miejsce. I siedem kolejnych. Nareszcie ktoś się połapał, że skoro tak zostało napisane, tak powinno być, a nie dodawać sobie postacie czy zmieniać zakończenie, czy w ogóle pomieszać wątki. Brawa dla Neila Burgera, oby było więcej takich reżyserów!


Niezgodna naprawdę mi się podobała. Nie wymagałam od ekranizacji zbyt wiele, więc zdecydowanie przerosła moje oczekiwania – to był naprawdę dobry, rozrywkowy film, bez specjalnego nacisku na miłość między dwójką głównych bohaterów. Dystopijny świat przedstawiono bardzo sugestywnie i Chicago, w którym mieszka Tris, robiło ogromne wrażenie. Reżyser, aktorzy i ludzie od efektów specjalnych wykonali kawał dobrej roboty adaptując książkę Veronici Roth na wielki ekran. Nadali tej historii odpowiedniego smaczku, ale nie przedobrzyli. Oby było więcej ekranizacji takich jak ta.



> Teraz mam fanpage'a. O tutaj. Kliknij. Lajknij. Jeśli jesteś leniwy - najedź na nazwę Facebooka po prawo, i wtedy kliknij Like. :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...