wtorek, 2 sierpnia 2011

„Dziewczyny z Hex Hall”; Rachel Hawkins

Witaj w Hex Hall!”


Wydawało się, że „Dziewczyny z Hex Hall” Rachel Hawkins to nie lektura dla mnie. Ciągle powtarzające się motywy znudziły się nawet takiej face „paranormal romance”, jaką jestem. Czarownice, wilkołaki i wampiry – to już wszystko było. Chciałam jakiegoś powiewu świeżości w tym gatunku i dostałam go – najdziwniejsze jest to, że od książki, którą spisałam na straty.
Sophie Mercer jest czarownicę i z n o w u użyła czarów, co przyniosło efekty zupełnie inne od oczekiwanych. Kolejny raz wywalono ją ze szkoły. W końcu trafia do Hekate Hall, ale ta placówka nie jest taka, jak poprzednie. Potocznie nazywana Hex Hall, szkoła przyjmuje wyłącznie czarownice, zmiennokształtnych i elfy w swoje progi, by nauczyć ich przydatnych w przyszłym życiu rzeczy. Akurat! Sophie pierwszego dnia zostaje zaatakowana przez wilkołaka, broni ją największy przystojniak w szkole, w dodatku ma zamieszkać w jednym pokoju z wampirem, który ubóstwia kolor różowy we wszystkich odcieniach, a przede wszystkim w barwie „elektryzującej truskawki”. Jednak dziewczyna nie załamuje się. Choć bycie „nową” bywa trudne, a w jej przypadku bardzo trudne, jakoś sobie radzi – zaprzyjaźniła się ze swoją współlokatorką, zdobyła trójkę wrogów i... zadurzyła się w Archerze Crossie, chłopaku, do którego wzdychają wszystkie dziewczyny ze szkoły.
Kiedy życie Sophie w miarę się układa i zaczyna popadać w monotonię, okazuje się, że w Hex Hall ktoś pozbawia całej krwi uczniów. Jej przyjaciółka Jenna, a zarazem jedyna w szkole wampirzyca, oraz nauczyciel Lord Byron (skądinąd także wampir) są głównymi podejrzanymi w tej tajemniczej sprawie. Sophie wie, że to żadne z nich nie „wysysa” ludzi, ale nikt jej nie słucha, kiedy podejrzewa, że ktoś z Oka (odłamu zakonu templariuszy, od wieków zabijającego czarownice, wilkołaki, elfy oraz wampiry) stoi za tymi zbrodniami. Akcja nabiera tempa, liczba ofiar się powiększa, a dziewczyna pozna smak intryg, rodzinnych tajemnic, zakochania i... bolesnej zdrady.
Humor, humor i jeszcze raz humor. To ogromny plus „Dziewczyn z Hex Hall”. Na niewielu książkach śmiałam się w głos podczas czytania, a ta właśnie się do nich zalicza. Główna bohaterka ma naprawdę cięty język, jej riposty wręcz zwalają z nóg. Rachel Hawkins opisuje zdarzenia oczami Sophie, przez co miałam ciągle wgląd w jej myśli, jednak nie mogłam poznać zdania Archera czy Jenny na temat niektórych wydarzeń. Mimo wszystko, narracja poprowadzona jest płynnie, a przemyślenia dziewczyny są adekwatne do jej wieku.
Zaskoczenie, kiedy czytałam końcowe wydarzenia, sięgnęło zenitu. Owszem, podejrzewałam to samo, co Sophie, jednak... nie spodziewałam się. Po prostu mnie zatkało. Moja szczęka zapewne wylądowała z hukiem na podłodze, zupełnie jak w kreskówkach. Autorka świetnie dawkowała napięcie, pozostawiała niedomówienia i zmuszała mnie, bym wysiliła mózgownicę. No i całkowicie bawiła się schematami. To, co w innej książce zapewne byłoby wzruszającymi scenami, w „Dziewczynach z Hex Hall” jest wprost wyśmiewane. I to mi się podoba.
Archer, Archer i jeszcze raz Cal. Bohaterowie są cudowni. Zacznę możne od głównej bohaterki – Sophie. Nie jest ona wredna, tylko po prostu niemiła. Nie jest szczera do bólu, tylko mówi, co myśli. Spodobały mi się najbardziej jej riposty, zwłaszcza te w rozmowach z Archerem. Skoro o nim mowa... Jego nie da się nie polubić, przynajmniej na początku. Mimo że jest arogancki, niemiły i czasem bezczelny, to... Przystojniak z niego. Nie dziwię się Sophie, że tak jak większość uczennic zadurzyła się w nim. Cala nie było za wiele, ale myślę, że w kolejnej części będzie pojawiał się częściej. Tego przynajmniej oczekuję, bo pomimo że właściwie wcale nie brał większego udziału w wydarzeniach, to zdążyłam go polubić. Ciekawie byłoby, gdyby autorka rozwinęła jego wątek.
„Dziewczyny z Hex Hall” to bezsprzeczny wywoływacz śmiechu i lektura na jeden wieczór. Bynajmniej nie dlatego, że nie chce się do niej wracać, ale dlatego, że nie można się od niej oderwać. Ja zaczęłam ją czytać popołudniu. Godzinę temu skończyłam i chcę więcej, więcej, więcej! Całe szczęście, że na półce czeka sobie kolejna część, bo po ostatnim zdaniu wypowiedzianym przez Sophie... Po prostu muszę poznać jej dalsze losy.
Polecam fanom „paranormal romance”, bo to niezobowiązująca lektura, która na pewno zapadnie w pamięć. Aczkolwiek sądzę, że innym też się spodoba, bo to nie jest zwyczajny „paranormal”, Sophie to nie zwyczajna czarownica, a Archer... cóż, to Archer.

5 komentarzy:

  1. WYwoływacz śmiechu i paranormal - ciekawe ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Raczej nie dla mnie. Co prawda lubię się śmiać, ale nie przepadam za paranormal romance. Mnie on po prostu nudzi.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Od jakiegoś czasu planuję kupić tę książkę, bardzo się ciesze że natrafiłam na pozytywną recenzję, teraz na pewno przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kilka dni temu ją czytalam i także mi się spodobala :D

    Pozdrawiam ! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Na początku myślałem jak ty przed przeczytaniem, ale po twojej recenzji chyba będę zmuszony zmienić zdanie ;-D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...