poniedziałek, 22 lutego 2016

Zamiana ról, czyli tło na pierwszy plan

Powstawanie spin-offów, prequeli, sequeli i forqueli (kto zna GF Darwin, ten wie) nie jest niczym nowym. Nie zabija się kury znoszącej złote jaja. Dlatego oprócz zwyczajnych, tradycyjnych cykli pojawiają się nowelki, dodatkowe historie, nowi bohaterowie, albo młodość tych, którzy w serii właściwej są już w podeszłym wieku bądź nie żyją. Dla fanów to dobrze: dostają kolejna porcję prozy ulubionych autorów, kolejna dawkę emocji do przeżycia w ukochanym świecie, w którym spędzili tyle czasu, czytając.

Całkiem niedawno przeczytałam nowelki do serii Rywalki autorstwa Kiery Cass -- serii powiedziałabym dość przeciętnej, acz przyjemnej i z pewnością umilającej czas. Nie były to pierwsze nowele tej autorki, które poznałam, jednak jedna z nich zmusiła mnie do zastanowienia się nad pewną sprawą, którą zarysowałam już w recenzji. Pogdybałam, co by było, gdyby trzytomową historię, a nie zaledwie parędziesiąt stron, dostała królowa Amberly, a romans Americi i Maxona byłby przedstawiony w krótszej formie.

I wiecie, do jakiego doszłam wniosku?

Że byłaby to o wiele ciekawsza historia.

Uprzedzam, że w poniższych fragmentach znajdują się spoilery dotyczące treści wymienionych poniżej książek.




RYWALKI

Młoda Amberly, wychudzona, zabiedzona, pracująca ciężko w polu na plantacji kawy, cudem staje się jedną z kandydatek na żonę dla księcia Clarksona. Od lat marzyła o księciu, o spełnieniu się tego jednego marzenia, o szansie na miłość właśnie z nim. Szansę na wygraną zmniejsza jej słabe zdrowie spowodowane zanieczyszczeniami w jej rodzinnym mieście i możliwa bezpłodność.

Zapatrzona w księcia jak w obrazek, nie dostrzega w nim żadnych wad -- nawet gdyby kopał szczeniaczka, cieszyłaby się wraz z nim. Clarkson, apodyktyczny, władczy, zniszczony psychicznie przez matkę i jej drugiego męża, szuka kogoś jak Amberly: kogoś uległego, naiwnego, wierzącego bezgranicznie w jego słowa. Szuka przystani wśród szalejącej w jego życiu nieustannej burzy - ale tylko po to, by tę przystań powoli zniszczyć od środka.

Gdyby nie pokazać tego, jak słodki, mdły romans w zamkowo-książęcych klimatach; gdyby początek wyglądał jak z bajki o Kopciuszku, gdzie zapracowana dziewczyna spełnia swoje marzenia o pobycie w pałacu i dobrobycie... A potem jest tylko gorzej. Bo, jak sama Cass we wstępie wskazuje, ani Amberly, ani Clarkson nie są idealni.  Wręcz przeciwnie: są okropni, są straszni, każde z nich w inny sposób.

Ona, naiwna, zapatrzona, spokojna i wspierająca męża, ale przez to zatracająca siebie. Myśląca jedynie w kontekście Clarksona: czy mu się spodoba, czy on chce. Nigdy nie zastanawiająca się nad sobą. Zatracona w nim tak głęboko, że nawet gdy czyni źle, pogarsza sytuację w kraju, uparcie tkwi przy przestarzałych tradycjach i chce zniszczyć życie swojego -- wyczekanego! -- syna, decydując za niego. Albo najlepiej rządząc za niego.

On, władczy, apodyktyczny, dyktujący warunki, egoistyczny. Rządzący krajem twardą ręką, nieuznający sprzeciwu ani zdania innego niż własne. Powoli niszczący swoją ukochaną żonę, wypierający jej wnętrze tak, że zostaje z niej pusta, uśmiechająca się i zawsze potakująca skorupa. Chcący kontrolować każdego, zwłaszcza swojego syna. Myślący o benefitach, nie przejmujący się uczuciami innych.

Czy to nie byłoby ciekawsze? Opowieść niczym Kopciuszka, ale z zakończeniem gorzkim, smutnym. Żadnego szczęśliwego zakończenia, żadnego i żyli długo i szczęśliwie. Realia niczym z bajkowych krain (z odrobiną dystopii dostarczaną przez rebeliantów -- którzy też własny wątek mogliby dostać!), a sam związek księcia i księżniczki zupełnie inny: udany, ale toksyczny, niszczący. Chociaż oni będą sobie wmawiali coś innego.



DARY ANIOŁA

Cassie zapowiedziała sporo serii dotyczących świata Nocnych Łowców i w zasadzie się cieszę. Lubię ten świat, lubię jak Cassie pisze i z pewnością przeczytam jeszcze wiele jej książek. Z utęsknieniem czekam jednak na tę jedyną, która opowie o Valentinie, Luke'u i Jocelyn.

Historia grupki młodych, brawurowych Nocnych Łowców; skomplikowane związki, trudne przyjaźnie, nieustanne pożądanie czegoś więcej -- to by było coś mrocznego, ze strony na stronę bardziej. Poczytałabym o młodej, ślepo dążącej za Valentinem Jocelyn. O Luke'u bezradnie patrzącym na ukochaną w objęciach swojego przyjaciela. O powolnej dehumanizacji Valentine'a, o chciwości odbierającej mu zdrowy rozsądek. O stopniowym uświadamianiu Jocelyn i Luke'a, w jakie bagno się wplątali.

Poczytałabym o tym zamiast o kolejnych młodych, nieustraszonych współczesnych Nocnych Łowcach, czy to nowojorskich, czy z Los Angeles.


HARRY POTTER

Wszyscy wiemy, że J.K. Rowling zapowiedziała wydanie Harry Potter and the Cursed Child w formie papierowej. Wszyscy się cieszymy, radości nie ma końca, od czasu do czasu ktoś rzuci, że robi to dla pieniędzy (nie uwierzę, że kobieta, która z miliarderki stała się milionerką, bo tyle przeznaczyła na organizacje charytatywne, jest pazerna), ale generalnie - będzie nowy Potter, jest po co żyć!

Ale ja powiem tylko jedno słowo w tym temacie.

HUNCWOCI.

Czy znacie jakieś książki, gdzie historia przedstawiona w tle, ledwo zarysowana, albo wątek poboczny wydawały się ciekawsze od tej głównej osi fabularnej? Gdzie książka byłaby o wiele bardziej interesująca, gdyby położono nacisk na coś innego? Czekam na wasze propozycje w komentarzach!

1 komentarz:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...