Każdy, kto przechodził przez fazę paranormal romance, choć raz usłyszał o Sherrilyn Kenyon. W końcu napisać ponad dwadzieścia tomów osadzonych w tym samym uniwersum to nie lada wyzwanie. Powinien być ustanowiony jakiś rekord. I mnie jej nazwisko obiło się o uszy, a potem... przepadło, bo miałam inne książki do czytania. Teraz, przy okazji wydania Nieskończoności, nazwisko powróciło i wreszcie miałam szansę po raz pierwszy spotkać się z jej prozą. I to było dobre spotkanie.
Nick
Gautier ma czternaście lat, żyje w malutkim mieszkaniu, a jego mama
ledwie wiąże koniec z końcem pracując jako striptizerka. Z tego
powodu w szkole Nick nie jest zbyt... lubiany. W ogóle nie jest
lubiany, mówiąc szczerze. Na szczęście ma paru dziwnych znajomych
spoza szkoły - właścicieli sklepu z bronią, właścicielkę
małego sklepiku, w którym sobie dorabia i częstuje się pysznymi
ciasteczkami i... zdobywa nowych: jak tajemniczego nadzianego gościa,
który proponuje mu pracę za horrendalną stawkę. Jak na złość,
to zaczyna być początkiem jego kłopotów. Kłopotów z zombie.
Przeczytać Nieskończoność to
tak jakby przeczytać Diabelskie maszyny bez
znajomości Darów Anioła albo Olimpijskich
herosów, nie przeczytawszy wcześniej Percy'ego
Jacksona - łatwo jest wgryźć się w fabułę dzięki nad
wyraz sympatycznym postaciom, których towarzystwo sprawia, że świat
przedstawiony nie wydaje się już taki skomplikowany. Nic się nie
traci, ale gdzieś w głębi kłębi się poczucie braku czegoś.
Nazwisko Sherrilyn Kenyon znam od dawna, to było jednak moje
pierwsze spotkanie z jej prozą i fantastycznie sarkastycznym
poczuciem humoru - jak najbardziej udane, chociaż przypominające
skok na głęboką wodę.
Rozpoczynając
lekturę, nie miałam pojęcia, czego się spodziewać. Z Łowców
znam tylko tych Nocnych i Winchesterów, a bogowie greccy byli dla
mnie domeną Percy'ego Jacksona... Wciąż jednak nie do końca wiem,
czego się spodziewać - Nick Gautier jest z pewnością znaną
postacią dla osób, które przeczytały wcześniejszą serię
Sherrilyn Kenyon o Mrocznych Łowcach, dla mnie jednak jest całkowitą
zagadką, której nie mogę do końca rozgryźć, a dokładniej
rozgryźć tego, kim tak naprawdę jest. (No dobra, koleżanka mi
zaspoilerowała, ale nie rozumiem tego w odniesieniu do fabuły.
Jeszcze.)
Nie
sądzę, by potrzebna była znajomość serii o Mrocznych Łowcach do
przeczytania tego nad wyraz sympatycznego urban fantasy z wachlarzem
postaci przypominających uciekinierów z psychiatryka, jednak po
lekturze samej Nieskończoności pozostaje więcej pytań niż
odpowiedzi: kim jest Nick? po której stronie jest Ambrose? jaką
rolę w tym odgrywa ojciec Nicka? jakim cudem jeszcze nie zamknęli
przyjaciół Nicka w wariatkowie?!
Nieskończoność
wydała mi się ledwie wprowadzeniem do historii Nicka, który swoim
urokiem osobistym z pewnością oczaruje fanów Percy'ego (urocza
nieporadność i upór) i Jace'a (w jego żyłach krąży sarkazm,
przysięgam). A jeśli taki typ bohatera niezbyt do was przemawia, w
tle pojawia się prawdziwa feeria postaci: od szalonych właścicieli
sklepów z bronią lubujących się w zabijaniu zombie i kaczym
moczu, przez tajemniczych i nadzianych milionerów władających
mieczami, po zwierzołaki z drużyny futbolowej. Brzmi...
interesująco, nieprawdaż?
Na
poziomie kreacji bohaterów Nieskończoność jest fantastycznie
absurdalna, powodująca pobłażliwy uśmiech na ustach czytelnika.
Problemem jest za to sama fabuła - kręcąca się wokół żywych
zombie - nie mylić z martwymi zombie, to zupełnie różne
stworzenia. Miałam wrażenie, jakby to wydarzenie miało być tylko
zapalnikiem do prawdziwej, wartkiej akcji, ale na to przyjdzie czekać
do czasu wydania kolejnego tomu - wtedy dopiero dowiemy się, kim tak
naprawdę jest Nick i jaką mocą włada, jaką rolę w tym odgrywają
Kyrian i Acheron... Jak wspominałam - książka pozostawia więcej
pytań niż odpowiedzi. Mimo to Nieskończoność to bardzo
przyjemna, wciągająca powieść. Bo kto nie chciałby śledzić tak
rozbrajających przygód dziwacznej grupki bohaterów?
Choć
horda wygłodniałych zombie i siekanie mieczem brzmi krwawo, brak w
Nieskończoności brutalności z prawdziwego zdarzenia. Nie ma się
co dziwić, skoro docelowym odbiorcą jest raczej młodsza młodzież,
a nie ktoś za kilka miesięcy pełnoletni, kto po nocach czyta
krwawe powieści i inskrypcje do wzywania demonów. Jednak z
pobłażliwym nastawieniem, takim, z jakim czyta się po raz
tysięczny pierwszy tom Harry'ego Pottera, Nieskończoność staje
się cudowną rozrywką i można się przy niej naprawdę dobrze
bawić!
Za książkę dziękuję niezastąpionemu wydawnictwu Jaguar! :)