Fan fiction (czasem używany skrót: ff) – tworzenie przez fanów (a niekiedy, przeciwnie, krytyków) istniejącego filmu, książki, serii komiksowej itp. opowiadań (zwanych fanfikami) nawiązujących do danego utworu, dotyczących dziejów postaci w wybranym przez autora czasie. Aby w pełni zrozumieć fanfik, trzeba znać pierwowzór. Tak właśnie definiuje pojęcie fanfiction niezastąpiona dla uczniów ciocia Wikipedia. Chciałabym wam jednak przybliżyć to zjawisko trochę bardziej i być może zachęcić do zapoznania się z fanfickami.
Fanfiction
czytuję od dawna, od kiedy tylko poznałam Harry'ego Pottera, a
potem odkryłam, że istnieją ludzie, którzy tak bardzo zżyli się
z nastoletnim czarodziejem, że wciąż siedzą w Hogwarcie i tworzą
opowiadania. Najprzeróżniejsze - od alternatywnych piątych,
szóstych i siódmych tomów, przez niekanoniczne romanse, po
rozwijające postaci drugo i trzecioplanowe. Nawet po tylu latach od
publikacji Insygniów śmierci, Harry Potter wciąż żyje i wciąż
budzi emocje. Fanfiction to swoiste przedłużenie życia powieści.
Fanfiction,
które najczęściej spotykamy na blogach, to romanse niekanoniczne -
a to Harry i Hermiona (pozwolicie, że będę głównie potterowskie
przykłady przywoływała - je znam najlepiej), a to Hermiona i Draco, a to Snape i jakaś nauczycielka/uczennica. Ewentualnie
stworzona przez autora lub autorkę (częściej to drugie) od podstaw
uczennica i jakiś kanoniczny bohater. Taka wymyślona postać często
bywa Mary Sue.
Mary
Sue to ciekawe pojęcie, którego możemy używać nawet
przy książkach czy filmach. Taka postać (w wersji męskiej Gary
Stu) jest idealna: piękna, mądra, inteligentna, lepsza od innych.
Nierzeczywista. Ba!, są nawet różne typy Marysi Zuzanny - czego
dowodzi chociażby Alfabet Mary Sue. Jeśli czytacie
opowiadania zamieszczane na blogach, z pewnością natknęliście się
na przynajmniej jedną Marysię. Ja nawet uświadomiłam sobie, że w
niektórych czytanych przeze mnie książkach bohaterka czy bohater
może nią być!
Wracając
do tematu fanfiction - wspomniane przeze mnie opowiadania najczęściej
są po prostu słabe. Zdarzają się dobre, ale bądźmy szczerzy,
większość ludzi pisze je dlatego, że chce sparować swoją
bohaterkę/alter ego z ulubioną postacią z serii. Też tak miałam
kiedyś, wiem, jak to jest. I nie potępiam, bo można wyjść na
ludzi. Jednak po czytaniu tylko takich opowiadań, można dojść do
błędnego wniosku. Mianowicie, że wszystkie fanfiction są takie.
A
nie są.
Nałogowo
przeglądając forum Mirriel, kopalnię perełek, znalazłam wiele
świetnych opowiadań dotyczących Pottera (z innych fandomów
również są i również polecam!). Moim numerem jeden jest
zdecydowanie długie, najurokliwsze, jakie kiedykolwiek czytałam
kilkuczęściowe opowiadanie o Krukonach. Nie tylko pod względem
fabuły, który skupia się na codziennych (nieco szalonych i dziwacznych) przygodach uczniów Ravenclawu, ale i pod względem
językowym.
Cisza zdawała się tak wielka, że można by wręcz usłyszeć jak kurz osiada na grzbietach książek, a samotny kornik drąży dębowe drewno półek. Tak wielka, że słychać było jak korytarz biegnie do lochów, a płaszcz pani Pince zawieszony na kołku przy drzwiach wychodzi z mody.
Szafa Severusa Snape’a kipiała pełną gamą dwustu pięćdziesięciu sześciu odcieni czerni o różnym stopniu nasycenia, natężenia i połysku. Barwy grawitowały wdzięcznie w kierunku absolutnego mroku, osiągając po drodze wszelkie stadia pośrednie. Lśniący grafit, typowy dla ołówków. Kolor, który można dostrzec w chwili gdy ktoś znienacka zgasi światło. Czerń kruczych piór, zachwycająca ciemnobłękitnymi refleksami. Barwa godna czarnej dziury - dzięki niej szata wyglądała jak wyrwa w czasoprzestrzeni. Odcień, który mógłby ujrzeć człowiek, trafiony fortepianem spadającym z piątego piętra (miał w sobie głębokie, ukryte „brzdęk”). Tego szczególnego dnia Profesor Snape zdecydował się na zestaw, który pod względem kolorystyki osiągnął niemalże samo jądro ciemności. Wydawać by się mogło, że płaszcz pozostawi hebanowe smugi na wszystkich przedmiotach, o które się otrze.
Severusowi, w dniu urodzin - Bastet
Krukoniada
autorstwa Bastet składa się z kilku części: Skowronek Ravenclawu,
Severusowi, w dniu urodzin, Robin, Woland i inne nieszczęścia Ravenclawu. Małe przypomnienie dla osób nieobeznanych z publikowaniem opowiadań
na forum - rozdziały są postami, więc po przeczytaniu pierwszego,
należy zjechać niżej w poszukiwaniu kolejnego - a jak go nie ma,
to przejść na drugą stronę i powtórzyć proces. I powtórzyć.
:)
Nawet polska pisarka fantasy, Ewa Białołęcka, pisuje takie fanfiction! I tworzy tego sporo, z wielu różnych fandomów, m.in. Pottera i Sherlocka (BBC!). Wielbię ją za Slytheriniadę o ciężkim losie Severusa, do którego uczepiło się małe, wredne, sprytne Ślizgoniątko. O zgrozo, o imieniu Siri.
Tego
jest o wiele, wiele więcej. Cassandra Clare swego czasu popełniła
fenomenalne pod względem humoru Draco Trilogy (spokojnie możecie
znaleźć tłumaczenie w Internecie), ale do przeczytania są chyba
tylko dwie części, trzeciej nikt nie przetłumaczył z powodu afery
z plagiatem. Nie wnikałam w szczegóły, dostępny materiał, który
dostałam, całkowicie mi wystarczył.
Fanfiction
często biorą w obroty to, czego brakowało w książce. I tak można
znaleźć opowiadania dotyczące wampirów w Potterze - bo w gruncie
rzeczy, Rowling pominęła ten temat milczeniem. O Huncwotach, o
postaciach drugo i trzecioplanowych, rozwijających ich charakter, o
uzdrowicielach, aurorach, nauczycielach - o czym tylko chcecie. Warto
je czytać, kiedy nie chce się rozstać z ukochaną serią, ale
czytanie jej po raz kolejny nie brzmi kusząco, chociaż nie można
jej wyrzucić z głowy.
Osobiście,
lubię je czytać, w większości jak widać są one potterowskie,
ale nie ograniczam się. Pamiętam bardzo zabawne, idealnie
podsumowujące relację Sama i Deana Winchesterów krótkie
opowiadanko - W jak Winchesters. Pisanie i czytanie fanfiction to świetna
sprawa. Warto się w to zagłębić, zwłaszcza jak nie ma w domu nic
do czytania. :)
Szczególnie
lubię w fanfiction to, że jakaś seria książek była w stanie tak
mocno poruszyć kogoś, tak zainteresować i zaintrygować tematem,
tak bardzo sprawić, że zżył się z bohaterami, że ma potrzebę
napisać coś związanego z tą serią, wrzucić własne pomysły w
rozległe uniwersa, jak na przykład czarodziejski świat Rowling czy
riordanowską koncepcję mitologii. A Wy co myślicie o takim
pisaniu? Czy warto wykorzystywać czyjeś światy i podstawy, czy
lepiej pisać jedynie całkowicie swoje opowiadania?
(Bo
według mnie, można praktykować tworząc historię w czyimś
uniwersum - a potem już łatwiej jest stworzyć coś swojego.)