niedziela, 9 lutego 2014

PLAY | Javier Ruescas


Hey there Delilah
What's it like in New York City
I'm a thousand miles away
But girl tonight you looks so pretty
Yes you do
Time Square can't shine as bright as you
I swear it's true

Hey there Delilah Plain White T's

Jestem osobą, która nie jest w stanie przeżyć bez muzyki. Przeżyć... może jednak przeżyłabym, ale jakie by to było życie bez melodii płynących w słuchawkach najczęściej z telefonu komórkowego, z którym się nigdy nie rozstaję? To właśnie sprawiało, że do PLAY ciągnęło mnie odkąd tylko usłyszałam o premierze. Książek traktujących o muzyce w taki właśnie sposób jest niewiele, ciężkim zadaniem jest opisać np. koncerty jedynie na papierze – to trzeba poczuć, tego trzeba posłuchać, tam trzeba być i czuć aż we wnętrzu wibracje muzyki. Przeniesienie tego klimatu do książki było nie lada wyzwaniem. Jednak jednocześnie byłam pełna obaw, bo powieści o zwyczajnych nastolatkach bez szczypty magii czy obyczajowe, nie trafiają w mój gust i staram się ich wystrzegać. A PLAY właśnie wydawało się – i jest – taką powieścią, które dotychczas omijałam szerokim łukiem: historią dwójki zwyczajnych, chociaż utalentowanych nastolatków, o ich drodze do sławy, wzlotach i upadkach, o romansie oczami chłopaka... Krótko mówiąc: PLAY to wszystko, czego starałam się unikać w czytanych przeze mnie książkach. Jedynie ten motyw muzyki przyciągał mnie.
Ale przeczytałam. I wiecie co? Cholernie dobrze zrobiłam.

Aarón jest młodszym z braci, tym bardziej rozgarniętym i spokojniejszym. Leo, starszy, powraca ze swojej wyprawy do Stanów Zjednoczonych w pogoni za sławą niczym syn marnotrawny. Cała rodzina cieszy się z jego powrotu. Aarón również, o ile okazuje to poprzez uderzenie pięścią prosto w nos Leo... Nos ma się jednak dobrze, a chłopak nie przestaje marzyć o sławie, Broadwayu i czerwonym dywanie, tylko że podbić świat jednocześnie nie oddalając się zbytnio od domu można w jeden sposób – YouTube. A na YouTubie króluje muzyka, covery i własne kawałki, amatorskie teledyski; ludzie tacy jak Sam Tsui, Chrissy Costanzza czy Kurt Schneider wybili się właśnie tam. Kiedy Leo odkrywa na komputerze utwory skomponowane przez Aaróna, wpada na pewien genialny przekręt... Oboje mogą na tym skorzystać: Leo będzie sławny, a Aarón spotka się ze swoją ukochaną Dalilą, która wyjechała do Ameryki kręcić film, i da światu do wysłuchania swoje kompozycje. Jednak rzeczywistość nie jest taka różowa i praca gwiazdy jest trudniejsza niż Leo sądził.

Muzyka jest integralną częścią tej powieści. Każdy rozdział, raz pisany z perspektywy Aaróna, raz z perspektywy Leo, rozpoczyna się krótkim cytatem z piosenki. Na korzyść przemawiał fakt, iż utwory te były mi albo w większości znane i lubiane, albo nieznane, ale szybko polubione. Nie wszystkie przypadły mi do gustu, ale przykładowo takie Hey there Delilah Plain White T's szybko pokochałam i od kilku dni namiętnie nucę. Słuchanie tych wymienionych na początku rozdziałów piosenek dodaje niezwykłego klimatu PLAY. Javier Ruescas zręcznie oplótł fabułę wokół jednej piosenki – Hey there Delilah właśnie – i jednocześnie stworzył książkę o muzyce, co było według mnie wyzwaniem. Muzyki słuchamy, innego wyjścia nie ma; oczami słuchać się nie da, na papierze również nie da się wysłuchać piosenek, a mimo to PLAY zostało napisane w taki sposób, że czuć tą muzykę, czuć ten klimat. Jednak to nie jest jedynie powieść o dwóch braciach, którzy chcą przez YouTube podbić świat. Książka przedstawia również ten okropny, pełen zawiści świat showbiznesu, gdzie jedno złe słowo może cię przekreślić na wieki.

Do showbiznesu trafiają Leo i Aarón, a wszystko to dla sławy i kobiet. To znaczy, Leo chce sławy, a Aarón swojej ukochanej, która wyjechała do Stanów Zjednoczonych kręcić film. Oboje mają talent – pierwszy z nich jest dobrym aktorem, a przynajmniej dobrze udaje, że śpiewa, a drugi, młodszy, jest genialnym kompozytorem. Jego piosenki i ładna buźka Leo podbiły Internet. Historia początkowo brzmi jak z musicalu dla nastolatek, mamy dwoje chłopców, braci, jeden z jakiegoś powodu nie chce występować, ale umie śpiewać, drugi odwrotnie. Był taki film nawet na Disney Channel, oglądałam kiedyś – tylko że głównym nurtem muzycznym był tam rap. Ten pomysł nie jest w ogóle oryginalny, z pewnością wiele jest tego typu motywów w filmach, nieco mniej w literaturze. Pod tym względem książka nie wyróżnia się. Nadrabia za to sobie przyjemnym stylem Javiera Ruescasa, który nie jest, jakby się wydawało, tak prosty jak w większości młodzieżowych powieści; język jest dość bogaty, a narracja pierwszoosobowa poprowadzona nienagannie, chociaż nie widać wyraźnej różnicy między historią prowadzoną z perspektywy Leo, a z perspektywy Aaróna. Często myliłam się, który z braci opowiada w danym momencie. No i jak na facetów, bracia pięknie mówią o miłości. A przynajmniej Aarón. To ten niższy i fajniejszy, pamiętajcie!


PLAY jest miłe. Tak, dokładnie takie określenie najbardziej pasuje do tej książki – to nie jest literatura wysokich lotów. Trudno oczekiwać głębokich refleksji i zmiany światopoglądu przez książkę napisaną dla rozrywki, a tej dostarcza akurat wiele. Sposób napisania PLAY sprawia, że bez trudu można zżyć się z bohaterami i razem z nimi przeżywać całą historię. I chociaż nie można uznać powieści za fenomenalną, to mimo wszystko jedna z lepszych i dokładnie przemyślanych historii o, jakby nie patrzeć, miłości. Można uznać, że romans jest jedynie wątkiem drugoplanowym, ale bez niego nie zaistniałaby ta opowieść. Ponadto opisanie takiej historii przez dwójkę facetów – oryginalny pomysł, nieczęsto spotykam się z takimi książki. Oceniam PLAY bardzo dobrze i z pewnością sięgnę po kontynuację. Nie sądziłam, że mnie, zawziętej zwolenniczce wszystkiego, co fantastyczne i nieprzepadającej za niemagicznymi historiami, tak bardzo się spodoba.


Za muzyczną przygodę dziękuję wydawnictwu Jaguar! :)

8 komentarzy:

  1. Nominowałam cię do Liebster Blog Award - zapraszam: http://zakochana-w-ksiazkach-i-w-czekoladzie.blogspot.com/2014/02/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam tę piosenkę! Nie planowałam czytania tej książki, bo taka prosta, dla nastolatków i tak dalej... jakoś wcześniej mnie nie przyciągnął jej opis ale teraz chętnie bym ją poznała :) Za muzykę, za historię, która może być ciekawa (choć też kojarzę ten motyw - jeden śpiewa, drugi wygląda) i tego Aarona :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, miałam podobne zdanie do Ciebie - no taka młodzieżówka, prosta, kijem przez szmatkę nie tknę. I tknęłam. XD
      Aaron rządzi! <3

      Usuń
  3. Książkę chętnie przeczytam, jeśli wpadnę na nią w bibliotece. Filmu o podobnej tematyce raczej nie kojarzę (co dziwne, bo Disney Channel oglądam często. Bez komentarza. :3). Nasuwa mi się na myśl jedynie jeden z odcinków "Para króli", ale leci on na Disney XD. Nieważne. :D Chciałam tylko napisać, że przesłuchałam piosenkę i zakochałam się w niej. Świetna. *_*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tytuł tego filmu to bodajże Let it shine :D

      Usuń
  4. Chętnie przeczytam, gdy na nią trafię :)

    weronine-library.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie raczej z muzyka zbyt wiele nie łączy, wiec nie będę sięgać po lekturę.

    http://po-uszy-w-ksiazkach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie zwracałam szczególnej uwagi na PLAY, nie czułam "tego czegoś", gdy przeczytałam opis i nie sądziłam, że przeczytam aż tak pochwalającą recenzję! Niezmiernie mnie cieszy Twoja opinia, bo nie byłam przekonana a Ty skłoniłaś mnie bardziej ku stronie: "przeczytam to" :)
    + zapraszam do wzięcia udziału w stworzonym przeze mnie wyzwaniu czytelniczym dotyczącym literatury YA :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...