wtorek, 28 czerwca 2016

Trylogia z komisarzem Forstem [BRAK SPOILERÓW]


Chociaż zakochałam się w Kasacji, wiedząc, że w tegoroczne Warszawskie Targi Książki premierę będzie miał finał trylogii z komisarzem Forstem (o której, rzecz jasna, słyszałam same zachwyty), zdołałam przeczytać dwa pierwsze tomy i na Targach zdobyć trzeci. To była trylogia, z którą powinno się w pakiecie sprzedawać leki na uspokojenie -- zakończenia po prostu zabijały. Za każdym razem.


Ekspozycja, Przewieszenie i Trawers skupiają się na jednej sprawie kryminalnej, której rozwiązania podejmuje się komisarz Wiktor Forst. Na Giewoncie zostaje znaleziony nagi mężczyzna -- morderstwo jest dość oczywistym scenariuszem, a modus operandi w kolejnych zabójstwach jest taki sam: stara moneta wetknięta w usta ofiary. Ktoś z góry jednak postanawia odsunąć Forsta od sprawy, zawieszając go -- co biorąc pod uwagę jego temperament i niewyparzoną gębę, nie jest zaskoczeniem -- ale to nie przeszkadza komisarzowi w kontynuowaniu śledztwa w duecie z dziennikarka Olgą Szrebską. Na jaw wychodzi wiele faktów z przeszłości, Forst pakuje się w coraz większe bagno... a Bestia z Giewontu nadal poluje.

Są książki, które czyta się z zapartym tchem i przerzuca stronę po stronie. Są takie z plastycznymi opisami, które niesamowicie oddziałują na wyobraźnię. I jest trylogia z komisarzem Forstem, będąca czymś pomiędzy -- potwierdza fakt, że doskonale nadaje się na serial czy film (czekamy na pierwsze newsy dotyczące obsady!). Podczas czytania miałam nieustające wrażenie, że czytam film, jakkolwiek dziwnie to nie brzmi. Widziałam sceny niczym kadry filmowe, a napięcie rosło i rosło bez przerwy. Są sceny, o których inscenizację albo odpowiedni, podsycający napięcie podkład muzyczny aż się prosi.

Całą trylogię podzieliłabym na dwie części -- jedną jest Ekspozycja, gdzie bardziej wybija się wątek historyczno-religijny, nie każdego interesujący, dla mnie, wielbicielki takich rzeczy: fenomenalny, bo o istnieniu zwojów nie miałam pojęcia. Najłatwiej jest zaciąć się przy czytaniu właśnie przy Ekspozycji, bo to najmniej wartka i najbardziej chyba nieprawdopodobna część (ale research jest tak dobry, że to się wybacza!). Druga część to Przewieszenie i Trawers, gdzie w końcu pojawia się Bestia z Giewontu we własnej osobie i najważniejsza jest cicha wojna prowadzona między nią a Forstem. To właśnie te dwa tomy sprawiają, że przypalający się obiad, nieposprzątany dom i życie towarzyskie przestają mieć znaczenie.

Często o Mrozie słyszy się, że zabija swoimi zakończeniami... i absolutnie to potwierdzam. W pierwszych dwóch tomach ostatnie zdania wywołują atak serca, nerwicę i kategoryczne odmawianie uwierzenia w epilog (czemu nie dołączyć do książek recepty na leki uspokajające? albo chociaż trochę melisy...). To perfidny sposób na zmuszenie do przeczytania kolejnego tomu, ale na szczęście te straszne ostatnie zdania nie są zapominane, a wyjaśniane -- żaden wątek nie urywa się w połowie. Wyjątkiem jest tutaj ostatni tom, w którym takie zakończenie pozostawiające czytelnika na krawędzi byłoby po prostu sadystyczne. Trawers nadal szokuje rozwinięciem pewnych wątków i odkryciami, jakich dokonują bohaterowie, nawet najbardziej ze wszystkich trzech tomów; ale epilogu lepszego być nie mogło, bo to idealne pożegnanie z Forstem, które nie sprawia, że chcemy rzucać książką o ścianę.
(No, może troszkę.)

Ekspozycja, Przewieszenie i Trawers razem i osobno są świetnymi historiami, z dopracowaną fabułą, komentarzami dotyczącymi bieżących wydarzeń i bohaterami, których poczynania śledzi się z zapartym tchem i okazyjnymi atakami serca (zazwyczaj w okolicach końca danego tomu). Już koniec tych superlatywów -- a teraz idźcie i czytajcie, albowiem warto!


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...