niedziela, 5 sierpnia 2012

„Klątwa tygrysa”; Colleen Houck

KLĄTWA TYGRYSA, Colleen Houck
Literacki fenomen! Powieść odrzucona przez wydawców, ukochana przez setki tysięcy czytelników na całym świecie!
Magnetyczne oczy tygrysa. Pradawna klątwa, którą zdjąć może tylko ona. Namiętność silniejsza niż strach. Razem muszą stawić czoła mrocznym siłom. Czy poświęcą wszystko w imię miłości?





Biały tygrys”
Klątwa tygrysa” autorstwa Colleen Houck zainspirowana została Sagą „Zmierzch” Stephenie Meyer, a droga do jej wydania przypominała J.K. Rowling i Harry'ego Pottera. Czasem wydawcy nie chcą wydać danej książki – szczególnie po wysypie romansów paranormalnych, łudząco do siebie podobnych. Zazwyczaj autor wtedy rezygnuje, postanawia „przeczekać” pewien okres i znowu się starać, albo idzie do innego wydawnictwa. Colleen Houck jednak nie jest takim autorem – po odmowie wzięła sprawy w swoje ręce i wydała powieść własnym nakładem. I wtedy stał się cud! „Klątwa tygrysa” została bestsellerem, który choć nie odniósł sukcesu na miarę Pottera czy „Zmierzchu”, to cieszy się rzeszami fanów. Zresztą, nie dziwię się – i temu, że ma fanów, i temu, że sukces nie był znowu taki wielki.
Kelsey łapie się drobnych prac, by zarobić – i wtedy trafia do cyrku jako dwutygodniowa asystentka do wszystkiego; od przygotowywania sceny przed występami, przez sprzedawanie biletów i dmuchanie balonów, po karmienie prawdziwej cyrkowej gwiazdy: białego tygrysa Dhirena. Niedługo później dziewczyna coraz częściej odwiedza Rena (jak go nazywa) i pragnie dla niego wolności. Czyta mu i rysuje jego portrety w pamiętniku, do czasu, aż dziwny mężczyzna przedstawia dyrektorowi cyrku ofertę kupna tygrysa. Potrzebuje jednak kogoś do opieki nad nim w trakcie transportu do Indii – i pada na Kelsey. Po rozmowie ze swoimi opiekunami zgadza się i wkrótce ląduje w Indiach. Choć jest tam dziwnie i inaczej niż w Ameryce, jeździ się po „złej” stronie jezdni, a kierowcy to prawdziwi wariaci, podoba jej się... Dopóki jej kierowca nie zostawia tygrysa samego na poboczu i odjeżdża.
Okazuje się, że białym tygrysem jest tak naprawdę hinduski książę, nad którym ciąży klątwa. Kelsey jest ponoć wybranką bogini Durgi i jest w stanie uwolnić Rena i jego brata Kishana od zmiany w wielkie koty. Oczywiście dziewczyna chce pomóc braciom i wyrusza na niebezpieczną misję. Kolce z trucizną i chrząszcze w korytarzu to dopiero początek walki o człowieczeństwo Rena i Kishana.
Colleen Houck się postarała, pisząc tę książkę – to muszę przyznać. Zawarła w treści wiele hinduskich mitów, a nawet fragmenty hinduskich tekstów, co było naprawdę oryginalnym posunięciem; mitologia grecka, rzymska i egipska jest doskonale znana, a Indie przecież też mają swoje własne mity. To zdecydowanie jest pewien powiew świeżości w gatunku romansów paranormalnych.
Zauważyłam jednak parę nieścisłości – jedną z nich była sama wyprawa Kelsey do Indii. Którzy rodzice – czy też opiekunowie – puściliby córkę na inny kontynent z widzianym raz obcym mężczyzną i wielkim, groźnym białym tygrysem? Owszem, pan Kadam robi wrażenie bardzo odpowiedzialnego człowieka, któremu od razu można zaufać, ale chyba nie na tyle, by puścić córkę (choć osiemnastoletnią) z nim w podróż. Skoro już poruszyłam temat pana Kadama – jest on jedną z najlepszych postaci drugoplanowych, jakie poznałam. Widząc jego nazwisko, mimowolnie się uśmiechałam. Mam nadzieję, że w kontynuacji go nie zabraknie.
Swoistym fenomenem są dla mnie bohaterki takie jak Kelsey – nijakie. To ich wybranek musi być wampirem/wilkołakiem/elfem/jednorożcem, a one muszą być zwykłe i bardzo, bardzo przeciętne. Z jednej strony to rozumiem, bo wykorzystuje się słabość czytelniczek, które utożsamiają się z główną bohaterką, a tym samym wzrasta sprzedaż, ale... Właśnie, zawsze jest ale. Chciałabym poczytać o dziewczynie, która będzie ratowała z opresji ukochanego (tylko błagam, nie tak jak w sadze „Zmierzch”), która będzie miała super-hiper moce i będzie po prostu „twardą babką”, która nie bawi się w ceregiele. Kelsey taka nie jest (mimo że to ona w pewnym sensie ratuje Rena spod działania klątwy), i powoli zaczynam się denerwować takimi bohaterkami, które ciągle ratować musi ukochany. Oczywiście, są wyjątki!
Uwielbiam tą okładkę, przyciąga ona wzrok, a tygrys ma naprawdę magnetyczne oczy. Wręcz kusi czytelniczki (czytelników? :3), by kupić tę pozycję. Jednak uprzedzam, by nie oceniać książki po okładce, bowiem treść nie jest wysokich lotów. Lecz jeśli ktoś chce nabyć jakiś miły romansowy odmóżdżacz, zachęcam.
Klątwa tygrysa” Colleen Houck to lekka książka, w której romans i przygoda się równoważą, choć to pierwsze jest oczywiście bardziej rozbudowane. Autorka wzorowała się na sadze „Zmierzch” i wyraźnie to widać. Pozycja ta wykorzystuje znany już z dziesiątek innych podobnych pozycji schemat, ale tło w postaci Indii i tygrysów sprawia, że książkę da się czytać. Ba!, nawet można wciągnąć się w treść, głównie przez wspaniałe opisy kraju, w którym znalazła się Kelsey, i hinduskich mitów. Mnie się podobała ta podróż do złamania klątwy tygrysa. I niczym tygrys, zaczynam polowanie na drugą część. :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...