wtorek, 3 stycznia 2012

„Bezzmienna”; Gail Carriger

Opowieść o wampirach, wilkołakach i... sterowcach, czyli wielki powrót lady Maccon!”

Ten poranek z pewnością nie był dla Alexii najlepszy – najpierw drący się wniebogłosy mąż (a głos ma donośny, jak na Szkota przystało), który zostawia ją z pułkiem nadprzyrodzonych żołnierzy, potem zaklęte duchy, na deser – wściekła królowa Wiktoria. Kiedy jednak dowódca wojska uznaje ją za służącą, a Ivy Hisselpenny oznajmia, że się zaręczyła, lady Maccon ma wszystkiego serdecznie dość i opuszcza Woolsey Castle, by wypełnić swoje obowiązki jako muhjah. A potem sprawy lecą na łeb, na szyję...
Alexia powinna natychmiast wyruszać na poszukiwanie zaginionego męża, zamiast tego poznaje madame Lefoux, francuską wynalazczynię o dość dziwnym zachowaniu, w skandalicznych strojach i – co wyjdzie na jaw później – naprawdę niepokojących w tamtych czasach zamiłowaniach. Jednak lady Maccon wkrótce potem wsiada do sterowca wraz z grupą przyjaciółek (między innymi, z siostrą Felicity, której obecność jest wielce niepożądana) oraz clavigierem Conalla. Tak rozpoczyna się wielkie śledztwo, w które uwikłana zostaje Alexia. Po drodze spotka niezbyt miłych Szkotów, prawnuczkę jej męża, watahę niemogących przemienić się w wilkołaki wilkołaków (doprawdy, dziwne rzeczy dzieją się w tej barbarzyńskiej Szkocji) i będzie świadkiem rozkwitającego romansu Tunstella i Ivy. Co z tego, że Ivy ma już narzeczonego...
Wprost uwielbiam powieści przesycone dawnymi czasami, a jeśli to epoka wiktoriańska – mogę się z tą książką ożenić! W dodatku „Bezzmienna”, podobnie jak pierwsza część – wprowadzenie w dziwne i często śmieszne przygody Alexii, napisana jest językiem stylizowanym na dziewiętnasty wiek. Gail Carriger musiała wiele dowiedzieć się o zwyczajach z tamtych czasów, strojach, manierach... Zachowanie lady Maccon, jej męża czy Szkotów, jest bardzo naturalne i autorka bardzo pomysłowo zarysowała linię między postawą angielskich dam, skandalicznych Francuzek i szkockich samic alfa.
Tym razem poświęcono dużo więcej uwagi postaciom drugoplanowym. O ile w „Bezdusznej” fabuła skupiała się wokół tytułowej bezdusznej i lordzie Macconie, tym razem możemy dowiedzieć się o rozkwicie miłości między Tunstellem a Ivy, a już największym zaskoczeniem całej książki była wynalazczyni. Madame Lefoux to osoba co najmniej dziwna jak na tamte czasy; ubiera się w męskie ubrania, interesuje się nie tylko modą, ale też urządzeniami i innymi podobnymi rzeczami (jak na wynalazcę przystało), ponadto... ma tatuaż. I potrafi walczyć z wampirami czy wilkołakami, a także stworzyć śmiercionośną dla nich parasolkę – z którą paraduje później Alexia.
To już nie paranormal romance – teraz książka przypomina bardziej powieść detektywistyczną, z wartką akcją i naprawdę wciągającą fabułą. Szczególnie zakończenie mnie zaskoczyło, choć cały czas sama próbowałam rozwiązać zagadkę, czemu istoty paranormalne nie mogą się przemieniać. Rozwiązanie tego jest tak proste, a tak trudno było mi na nie wpaść... :).
Jedyną wadą „Bezzmiennej” jest brak uwielbianego przeze mnie lorda Akeldamy i jego mówienia kursywą. Poza tym martwił mnie też początkowy brak lorda Maccona, którego zdążyłam polubić! Na szczęście te małe braki wypełnia świetnie poprowadzona akcja i kąśliwe uwagi Alexii – jestem ich fanką :). Ogólnie rzecz biorąc, dzieło Gail Carriger przesycone jest klimatem tamtej epoki i ogromnymi pokładami humoru, który najbardziej widać w liście Ivy, który prawie doprowadza do łez. Łez radości, oczywiście – nie my musimy przecież oglądać coraz to nowsze nakrycia głowy panny Hisselpenny...
A ostatnie wydarzenie z „Bezzmiennej”? Zaskakujące i wywołujące ogromne emocje, już nie mogę się doczekać, kiedy przeczytam kolejną, czekającą już na półce, część. Chce jak najszybciej zagłębić się w ten niesamowity świat stworzony przez panią Carriger. Książka po prostu fenomenalna!
Polecam jako lekką lekturę na mroźne zimowe wieczory (bardziej mroźne niż zimowe, w końcu śniegu nie widać...). Mam nadzieję, że kolejne części będą jeszcze lepsze i że Alexia się nie zmieni... z wiadomego powodu :). Polecam, polecam i jeszcze raz – polecam. Obok tej pozycji nie można przejść obojętnie.

3 komentarze:

  1. Przeczytam... jeszcze w styczniu... Na pewno xD

    OdpowiedzUsuń
  2. "Bezzmienna" i Znak? Czyż bym o czymś nie wiedziała?

    O matko! Obowiązkowo musisz teraz przeczytać "Bezgrzeszną". Nie można przerywać w takim momencie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm... no spróbuję przeczytać, choć na razie, po tym jak zaczęłam pierwszą część, nie jestem do tej serii do końca przekonana ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...